Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty

15 lutego 2022

Faworki / chrust

 Czas na faworki? Niby tak, ale u nas już zostały zjedzone i nikt nie ma ochoty na powtórkę z pieczeniem. Co nie zmienia faktu, że wypada zapisać przepis na przyszły rok. Przepis wzięłam z jakiejś książli/strony www/czy zeszytu/kartek itd. Nie pamiętam i tak zostanie, bo nie mam czasu na źródła w temacie przepisów.

Składniki:

na ciasto:

3 szklanki mąki pszennej
6 żółtek
1 łyżka spirytusu lub 1 łyżeczka octu
1 łyżeczka cukru
1/2 łyżeczki soli
ok 7 łyżek kopiastych kwaśnej śmietany 

dodatkowo:
olej lub smalec do smażenia
cukier puder do posypania:

I teraz już prosto. Wszystkie składniki na ciasto wkładam do misy robota i zaczynam na niskich obrotach mieszanie. Jak wszystko zaczyna się łączyć lekko zwiększam obroty i po chwili mam plastelinowe ciasto, które wystarczy wyrobić już na macie. Dać mu odpocząć i rozpocząć wałkowanie placków. Ja tę porcję ciasta dzielę na 4 i każdą część rozwałkowuję bardzo cieniutko. W tym samym czasie rozgrzewam olej do 180 stopni Celsjusza i zaczynam smażyć ciastka na złoty kolor. Wyjmuję na papierowe ręczniki i

posypuję cukrem pudrem. Proste? Nie wrzucam tu opisu jak kroić ciasto i zawijać, bo tego mnóstwo ma wujek google i przeważnie od tych zdjęć zaczyna się pomysł na zrobienie faworków. 
Dla mnie istotne były proporcje składników na taką jednorazową porcję około tłusto czwartkową. 



5 stycznia 2022

Kuchenne podsumowanie kilku dni z nosem w książkach.

 Ostatni dzień ferii najmłodszej, więc nie ma że boli. Czas podjechać do szkoły i zrobić test na obecność covida. Dlaczego w szkole, a nie w domu, skoro każdy dzieciak ma zestaw do testów? No cóż, antycovidowców na świecie nadal dużo, a pomysłowość w tej i nie tylko w tej grupie dotyka pomysłów rodem z absurdów przedmieść wielkich aglomeracji. Kto widział, ten wie co mam na myśli, kto nie widział, nic nie traci. Najważniejsze, że młoda pojechała z dziadkiem na testy a ja mam trochę czasu na pisanie.


Może zacznę od mojej chęci smakowania wędlin długo dojrzewających i braku w sklepie wędzonego boczku nie parzonego. Nie zostało nic innego jak sięgnąć do wiedzy zawartej nie tylko w książkach, ale i w internetach i tym sposobem mam pierwszą wersję lekko nieudanego acz smacznego schabu wędzonego na zimno i dość udaną pierwszą wersję boczku wędzonego na zimno. Ostatnie polowania na łososia zaliczam do nieudanych, bo nadal nie mam płatów łososia zasolonych do zimnego wędzenia, ale spoko, nawet jak wróci do swojej ceny, to nie odpuszczę i uwędzimy chociaż jeden płat na zimno do kanapek i białego serka. Już mam ślinotok, więc zmiana tematu.  

Oczywiście na taki około jedzeniowy, bo kupiłam kilka książek kulinarnych i powiem, że z czystym sumieniem mogę je polecić miłośnikom eksperymentów kuchennych. Ponieważ moja wnuczka tkwi głęboko w 
kulturze japońskiej i jest jej dość wierna od kilku już lat, to musiałam kupić coś o kuchni japońskiej i żeby było mocno irytujące i prowokujące do poznania, to po polsku. Kolejna książka to Kuchnia polska PWE, czyli coś jak moja bardzo stara książka kucharska jeszcze po babcinym gotowaniu, która po przejściach została w kilku kawałkach w domu. Trzecia książka papierowa to ostatnio wydana na polskim rynku książka blogerki Pierogi z Kimchi z przyjemnością od dawna przeze mnie oglądanej i ta książka była najtrudniejsza do zdobycia na wyspie. Amazon nie miał, na ebay'u była w cenie bez sensu powyżej 30 funtów z przesyłką, więc zostało polowanie i upolowałam za 16 funtów, a teraz drugi tydzień czekam zaciskając kciuki, że dotrze do soboty. Ale skoro jeszcze nie dotarła to zajmę się tym co dotarło i leży. O biblii Master chef'a już chyba gdzieś pisałam, a że zdobyczna za kilka funtów, to tym cenniejsza w moim zbiorze kuchennych zmagań.  Z niej nauczyłam się trochę elementarnych rzeczy, o których nikt wcześniej mi nie mówił. Zresztą każdą książkę z przepisami kulinarnymi traktuję, jak źródło wiedzy tajemnej o gotowaniu. I już jedno wiem na pewno. Nie ma takiej mocy, żeby umieć wszystko w kuchni i codziennie można dotknąć kolejnej tajemnicy właśnie odkrytej. Jak moje ostatnie odkrycie, że każde mięso warto odstawić na dojrzewanie przed wędzeniem, bo efekt wart tego czasu.


15 grudnia 2021

Surówka z kalafiora

Surówka warta spróbowania, więc zamawiam kalafiora i zrobię.

Składniki:

1 duży kalafior
3-4 ząbki czosnku
jogurt naturalny
majonez
sól

Kalafior ucieramy na grubej tarce jarzynowej. Dodajemy przeciśnięte ząbki czosnku, sól, jogurt i majonez do smaku.
Najlepiej smakuje po kilku godzinach spędzonych w lodówce.

8 grudnia 2021

Bułeczki

Doszłam do wniosku, że jak już mam Ninje Foodi to mogę robić bułeczki na już. Może nie zupełnie na już, ale dość szybko i w ilości na raz. Więc bez większych wstępów przygotowujemy robota z hakiem. 

Już gotowy, więc wrzucamy do miski:

250 g mąki pszennej
120 g wody przegotowanej
12 g drożdży
3 łyżki mleka z proszku
1 łyżka cukru
mieszamy 10 minut hakiem na średnich obrotach i dodajemy 
1/2 łyżeczki soli
45 g masła

Ciasto będzie się bardzo kleić. ale wyrabiamy do momentu aż będzie bardzo elastyczne. A następnie zostawiamy do wyrośnięcia. 
Odgazowujemy.  Dzielimy na 9 równych części. A teraz każdą część rozwałkowujemy, na podłużny placek, stół można odrobinę przetrzeć olejem, żeby się nie kleiło. Każdy placek zrolować w rulon. Ułożyć na blaszce i odstawić na godzinę do wyrośnięcia. Przed pieczeniem każdą bułeczkę dokładnie posmarować rozkłóconym jajkiem i posypać nasionkami

Przygotowujemy Ninja Foodi ustawiając czas na pieczenie 20 min i temperaturę 170C. Ninja po chwili daje sygnał, że już możemy wstawić blaszkę i pieczemy, a po 15 minutach zaglądamy czy już mamy złoty kolor, czy czekamy do pełnych 20 minut. 
Smacznego!

21 listopada 2021

Babka ajerkoniakowa.

No to ostatni wpis na dzisiaj. Mam odpoczywać po szczepieniu, więc leżę i bredzę do ekranu. Facebook powoli się wypala i ciekawe, co w jego miejsce się pojawi. Instagram to nie do końca to, co przyciąga starsze pokolenie, a ilość komercyjnych stron wzrosła w ostatnim czasie do niebezpiecznej pozycji pt. nie do przełknięcia. No ale życie nie zna pojęcia pojęcia próżni, więc bez obaw, będzie coś nowego.
Ale nie o tym tutaj ma być. Chciałam się pochwalić, że na dniach będę miała komórkę przy kuchni. Kiedyś było to pomieszczenie przylegające do kuchni, bez okien, albo z małym lufcikiem, gdzie było chłodniej i można było trzymać zapasy, nie mieszczące się w kuchni. Znikły wraz z budowaniem z wielkiej płyty i nastała epoka lodówek, zamrażarek i szybkiego jedzenia ze sklepu. Nie mam ochoty na stwierdzenia co lepsze, a co gorsze. Po prostu przestałam się mieścić w kuchni ze swoim sprzętem do robienia wędlin. Jeszcze nadziewarka do kiełbas wędrowała w worku do garażu, ale po zakupie maszynki do mięsa, z garażu usłyszałam: No ja cię, bez przesady. Z tym trzeba coś zrobić...
Zastanawiałam się co moim chodzi po głowie, bo że kiełbaski i szyneczki wędzone polubili, to wiedziałam, więc chyba nie chcą się pozbyć skutków mojego nowego hobby... Pomyślałam i zapomniałam do następnego wędzenia. A tu córka wchodzi do mnie i pokazuje półkę na telefonie. Fajną, ale gdzie ona chce ją postawić?
- Mamo, myślisz, że na słoiki i te gary, co się w kuchni nie mieszczą, nada się?
- Nada się, ale gdzie chcesz ją postawić?
- Myślę, że nastał czas na zrobienie tej Twojej pracowni na jedzenie, jak myślisz mamo?
- Myślę, że posłucham co wymyśliłaś.
No i wymyśliła, zamrażarkę pod blatem, dużooo półek na sprzęt i oczywiście zaprawy. A na deser łącznik z kuchnią. Tym sposobem mam cztery blaty robocze i mogę tworzyć wszystko co mi w głowie się ulęgnie. Na początek zamówiła mi pół świniaka, a że mam już komplet sitek do maszyny powalczę z wędzeniem na zimno i z kiełbasami podsuszanymi, tymi co to lubimy do filmu podgryzać zamiast chipsów.

Jednak kiedy przejmę kuchnię, to pierwsze co zrobię to będzie babka ajerkoniakowa z przepisu od Joli z Berlina. Wszystko co nam do niej potrzebne zapisuję poniżej:


Babka ajerkoniakowa

składniki:
125 g mąki tortowej
125 g mąki ziemniaczanej
6 jajek 
250 ml oleju
250 ml ajerkoniaku
Paczuszka proszku do pieczenia
250 g cukru pudru
Paczuszka cukru waniliowego

Cukier utrzeć z jajami, kiedy będą "puszyste" wlewać na zmianę, po trochu olej i ajerkoniak.
Dalej ucierać na jednolitą masę. Potem dodawać - również na zmianę -obie mąki z proszkiem do pieczenia.
Ciasto będzie gęsto - lejące.
Forma babkowa wysmarowana i obsypana bułką tartą. Wlać ciasto i do nagrzanego piekarnika. 180 stopni i 90 minut. Bez termoobiegu. 
 Jak tylko odzyskam moją kuchnię, zrobię i dorzucę info o wrażeniach smakowych i wzrokowych, 

30 czerwca 2021

Ulubiony sos Bolognese do spaghetti moich dziewczyn.


 Ten tydzień zaczął się bardzo kiepsko. Nie będę opisywała wszystkich przykrych zdarzeń, bo chciałabym o nich zapomnieć. Pamiętając tylko to, że mieliśmy wspaniałą, kochaną kotkę, której dziś bardzo nam brakuje. Brakuje nam porannego drapania w okno, wchodzenia do pokoju i wskakiwania na kolana, bo czas na przerwę i na mizianie. To wszystko zabrała June ze sobą w świat spokoju, nie zostawiając po sobie żadnych złych wspomnień. Po June nastała epoka bez kota i trochę potrwa, zanim zatęsknimy za innym kotem.

No ale dzisiaj będzie o spaghetti, które wkradło się do naszej kuchni i zostało na stałe. A zapisać je muszę, chociażby dlatego, że znikło z niektórych stron i trochę się naszukałam, zanim trafiłam do Pascala Brodnickiego i w jego przepastnym yt znalazłam ten właściwy przepis. Kiedy robiłam pierwszy raz ten sos, żeby przemycić troszkę warzyw w sosie, słyszałam, że to się nie uda, bo młoda wygrzebuje z sosu wszystkie kawałki warzyw i jak jest tego o jeden za dużo, po prostu nie zje. 
Ale kto nie próbuje, ten się sam nie przekona i zabrałam się za ten trochę inny przepis na sos Bolognese.


 Najpierw więc składniki, które warto sobie przygotować przed włączeniem patelni:

2 gałązki selera naciowego (użyłam naciowego, ale takiego z ogródka) 1 cebula
1 marchew 50 g pancetty (lub innego boczku) 300 g mięsa wołowego mielonego 150 g mięsa wieprzowego mielonego szklanka czerwonego wytrawnego wina szklanka mleka 600 g passaty pomidorowej 2 liście laurowe pieprz, sól makaron spaghetti oczywiście ugotowany al dente:
tarty ser parmigiano reggiano czyli każdy ser twardy typu parmezan. A teraz po kolei: Obieramy gałązki selera i kroimy w drobną kosteczkę. Tak samo postępujemy z cebulą oraz marchewką.
Warzywa dodajemy na rozgrzany tłuszcz i podsmażamy na patelni 3-4 min.
Kroimy pancettę (wędzony boczek) w kosteczkę i dodajemy do warzyw, podsmażając kolejne 3-4 min.
Teraz czas na mielone mięso, dorzucamy je do patelni i podsmażamy warzywami i boczkiem 3-4 min.
Po tym czasie dodajemy wino i mieszamy do momentu wyparowania całego alkoholu i dopiero wtedy dodajemy mleko.
Zagotowujemy i dodajemy passatę i liście laurowe. Mieszamy całość, doprowadzamy do wrzenia, a następnie zmniejszamy temperaturę i gotujemy na małym ogniu ok. 2 godz. Na końcu doprawiamy solą i pieprzem. I sos gotowy. Teraz możemy go razem z serem dodać do makaronu. A tu wrzucę link do YT do Paskala Brodnickiego, który świetnie pokazuje cały proces przygotowania tego sosu. Jak dla mnie idealnego do spaghetti i lasagne:



20 grudnia 2019

Barszcz czerwony

Czas najwyższy na barszcz czerwony. Cóż to za święta bez barszczu, pierogów z grzybami i pasztecikami grzybowymi na ostro.... Ten przepis dostałam w zeszłym roku od Sławka, i został w moim wykonaniu doceniony nie tylko przez moich przyjaciół ze świata, ale również przez moich domowników uznany za wart wejścia na nasz stół wigilijny. Znaczy jest pyszny, więc w tym roku też będzie na stole. Receptura zostaje dla moich dziewczyn i do korzystania przez każdego, kto tutj zajrzy.

Składniki:

bierzemy garnek 5-7 litrów,
7-9 buraków (średnie i większe)
2 cebule,
2-3 ząbki czosnku,
sok z  1 cytryna,
1 szklanka czerwonego wina, (Calvados czerwony sprawdza się świetnie)
1 - 1,5 łyżeczka sól
5-10 ziaren pieprzu,
5 ziaren ziela angielskiego
łyżka suszonego majeranek,
4 liście laurowe,
cukier do smaku

Do garnka wlać 3-4 litry wody i  wsypać 1-1,5 łyżeczki soli, ziele angielskie, listki laurowe i zagotowujemy.
Pokroić w pół plastry cebule i obrane buraki, a także zgnieciony czosnek.
Dodajemy sok z cytryny, pieprz zmielony (około 1/2 łyżeczki), cukier i gotujemy. Wino dodajemy smakować doprawiać na koniec majeranek


19 grudnia 2019

Dywagacje o pieczeniu chleba.

O chlebie można bardzo krótko, bo to aż cztery składniki: mąka, zakwas, sól i woda, albo mąka, drożdże sól i woda. Reszta to improwizacja, lub przepisy z najróżniejszych stron świata z efektami, na które patrząc, trudno uwierzyć, że to nadal tylko te cztery składniki.... Czasem są dodatki jak oliwa, czy nasionka, czasem parzona mąka, ale mój polski smak, który noszę pod językiem kocha chleb pachnący z chrupiącą skórką i pieczony okazyjnie, kiedy pojawiają się nowalijki w ogrodzie, albo po świętach, gdy każdy marzy o jakimś prostym jedzeniu, zagryzionym świeżym, chrupkim chlebem. Nie należę do fanatyków kuchni, chociaż czasem mam kilka dni kuchennego szaleństwa. Tak ostatnio było z chlebem i bułkami.
A wszystko zaczęło się od pudełka z pokrywką i wspomnienia o pewnej sprzedaży niby bezpośredniej Tupperware wiele lat temu w Polsce.
Zostałam zabrana na pokaz naczyń kuchennych Tupperware i jak to na takich pokazach miałam w zwyczaju, starałam się milczeć, nie psuć ludziom zabawy w wydawanie kasy bez sensu, skoro mają taki kaprys. Tyle, że usłyszałam:
- Wybierz sobie coś, to ci kupię.... - były moje urodziny, więc profilaktycznie nie odmówiłam, tylko zasugerowałam matę robiącą za deskę do wyrabiania ciasta. Cena była umiarkowana, a wiedziałam, że to w mojej kuchni przyda się. Ale usłyszałam:
- Wezmę tą miskę do ciasta drożdżowego, to będziesz miała porządny prezent. - I co teraz? Micha duża, nieporęczna, poza mieszaniem ciasta do niczego mi się nie przyda, a i cena kosmos, jak za kawałek pudełka plastikowego...

- Nie, proszę daj spokój i nie wydawaj pieniędzy na plastik. - odezwała się moja racjonalna część. Tak, uwielbiam dobre wyposażenie kuchni, ale nie znoszę przepłacać za rzeczy nie warte wydanej na nie kasy.
Trzy zdania i usłyszałam, że przeze mnie już na pokazy nikt nas nie zaprosi. Myślałam, że to dobrze, ale okazało się, że jestem...... nie ważne. Miło się nie skończyło.
Ostatnio oglądając tutorial na YouTube dopadła mnie tamta sytuacja z pudełkiem.... Ciasto drożdżowe, w zamkniętym pudełku..... Eureka, drożdże w mące pracując wytwarzają ciepło!!!
No to zeszłam do kuchni, wzięłam pudełko plastikowe z pokrywką i wrzuciłam trochę mąki, ciepłej wody i drożdże. Ile? Każdy przepis jest dobry, byle na pół kilo mąki dać 350 ml wody, łyżeczkę soli, 2-4g drożdży (suchych, a 20-30g drożdży świeżych). Ale zaczynamy od pół na pół z tego co przygotowaliśmy, wodę z mąką i drożdże. Mieszamy byle jak i zamykamy pudełko. Po pół godzinie ten miks zaczyna rosnąć i to porządnie, bo ciepło, bo reakcje chemiczne, nie pytajcie jakie, bo chemię miałam jakieś 40 lat temu i nie wnikam w to co działa, żeby się nie popsuło.... Jak widzę, że urosło, otwieram pudełko i dolewam resztę wody, dosypuję resztę mąki wymieszaną z łyżeczką soli. Mieszam na tyle, żeby to się połączyło i nie było suchej mąki w pudełku, po czym znowu
zamykam pudełko i idę robić co tam mam do zrobienia ciekawszego. Po pół godzinie, czy godzinie otwieram pudelku i wykładam na blat/deskę obsypaną mąką. Naciągając każdą stronę podnoszę do góry i zakładam na wierzch. Ciasto w rękach jest bardzo elastyczne i dobrze napowietrzone. Jednak kolejny raz naciągam każdą stronę i zakładam na wierzch po czym wstawiam do pudełka i zamykam. Trzy razy to taka optymalna ilość otwierania i wyrabiania, po czym już można dzielić ciasto na bułki, albo potraktować jak chleb i uformować do foremki. Dać wyrosnąć ostatni raz 15-30 minut i wstawiamy do mocno nagrzanego pieca na max 220C.
Przed wstawieniem chleba do pieca wrzucam do pieca dwie kostki lodu, żeby wytworzyła się mgła pomagająca wyrośnięciu chleba/bułek.  Pieczemy do chrupiącej skórki, a przed wyjęciem z pieca spryskać wodą.


OpisTupperware 

Sernik japoński.


Żeby nie było, że już umiem. Na razie jestem na etapie poznawania tajników tego pysznego ciasta, a już korci mnie uczyć się jego kolejnych wcieleń, bo jest ich dość sporo i wszystkie pyszne. Na razie jestem na etapie, mam właściwą blaszkę, mam dużo chęci i pierwsze próby za sobą. Wstawię tu jeszcze wideo z YT, żeby było łatwiej, ale muszę wybrać sprawdzone i warte wstawienia.

Składniki:

7-calowa forma do pieczenia ok 18 cm średnicy (wysoka 10 cm)

duże jajka 6
mleka 60g 1/4 szklanki
masła 50g 1/4 szklanki
twarogu 160g
Mąka 50g10g do regulacji) 1/3 szklanki1 łyżka stołowa do regulacji
ocet biały 10g 2 łyżeczki
cukier 75g 1/3 kubka + 1 łyżka stołowa

Sposób wykonania:
  1. Blaszkę większą od naszej 7 calowej wstaw do piekarnika. Blaszka ma być wypełniona gorącą wodą na 2-4 cm. Piekarnik ustaw na 160C.
  2. Jajka rozbijamy po kolej do miski, oddzielając bardzo dokładnie żółtka do mniejszej miseczki.
  3. Do metalowej miseczki (takiej do roztapiania na parze) wrzuć mleko, masło, twaróg I połącz na jednolitą masę mieszając rózgą na parze. Następnie zdejmij miseczkę z garnka I postaw na ręczniku, żeby miseczka równomiernie stygła. Dodaj mąkę przesianą przez sito I mieszaj do jednolitej konsystencji, najpierw rózgą, później mikserem 2-3 min.
  4. Teraz dodajemy do masy żółtka I dokładnie mieszamy.
  5. Białka ubijamy wstępnie do spienienia, dodajemy ocet, a następnie cukier i ubijamy na sztywno tak jak białka na bezę. Następnie już szpatułką dokładamy białka porcjami do ciasta i dokładnie łączymy na jedną puszystą całość. Kiedy ciasto jest gotowe, to wlewamy je do foremki szczelnej, wyłożonej papierem do pieczenia. Wyrównujemy wierzch i wstawiamy do nagrzanego piekarnika w blaszkę z gorącą wodą przykryte folią. Tak pieczemy przez godzinę bez termoobiegu, a po godzinie zdejmujemy folię i dopiekamy na złoty kolor.
Piekarnik rozgrzany do 320F / 160C
Piec 300F / 150C piec przez 1 godzinę z folią aluminiową
Piec 300F / 150C piec przez 20 minut bez folii
na końcu włącz brojler na 2-3 minuty, aby przyciemnić kolor

Ten przepis idzie jako kolejny do sprawdzenia:

Oficjalna strona internetowa Belmerlion: www.belmerlion.com
Strona na Facebooku: http://www.facebook.com/belmerlion
Powiązany z: https: //www.youtube.com/channel/UCZcg ...

Japoński Sernik / Podstawowy Nowo Ulepszony Przepis
60 gr. Pełne mleko / pełne mleko
140 gr. Ser topiony
40 gr. masło
50 gr. Mąka zwykła / uniwersalna
15 gr. Mąka kukurydziana / skrobia kukurydziana
5 jajek (waży 58-60 gr. Każde ze skorupką)
100 gr. Świetny cukier
 Rozmiar patelni: 18 cm
UWAGA: Ustawienie piekarnika: górne i dolne elementy grzejne bez wentylatora !!!
Rozgrzany piekarnik: 120 ° C
PIECZENIE KROK 1:
 Temperatura pieczenia: 120 ° C Czas pieczenia: 20 minut
 Po 20 minutach zamknij drzwi piekarnika. Zwiększ temperaturę do 150 ° C i kontynuuj pieczenie przez 15 minut. (Obejrzyj wideo, aby uzyskać jasne instrukcje)
 PIECZENIE KROK 2:
Temperatura pieczenia: 150 ° C Czas pieczenia: 15 minut Po 15 minutach otwórz drzwi piekarnika i otwórz je na 10 sekund, a następnie zamknij z powrotem. Teraz obniż temperaturę do 100 ° C (obejrzyj film, aby uzyskać jasne instrukcje)
PIECZENIE KROK 3:
Temperatura pieczenia: 100 ° C Czas pieczenia: 40 minut Po 40 minutach wyłącz piekarnik. Otwórz drzwi piekarnika i zamknij z powrotem. Niech ciasto ostygnie w piekarniku przez 10 minut. Czas pieczenia może się różnić w zależności od rodzaju i dokładności piekarnika. Jeśli chcesz odnieść sukces w pieczeniu tego przepisu, proponuję kupić sobie termometr do umieszczenia w piekarniku.



31 maja 2019

Domowa tuszonka, jak ja to zrobiłam.

Ostatnio przyszło mi do głowy, że za kilo mięsa wieprzowego płacę koło 3 funtów i za puszeczkę dobrego mięsa tyle, że puszeczka waży mniej niż pół kilograma płacę ponad 3 funty. I po co mnie w tych szkołach matematyki uczyli? Żebym takie bzdury liczyła w locie i później nie mogła przejść koło tego mięsa w dużych paczkach obojętnie? No właśnie, kupiłam dwie paczki, oskórowałam i pokroiłam w kostkę taką między 0.5 a 1.5 cm. Jak już wszystko pokroimy, to czas na doprawianie.
Skorzystałam z kilku przepisów i wybrałam swoją wersję doprawiania:
Czyli:
1 łyżka płaska soli i 1/3 łyżeczki cukru na każdy kilogram mięsa (1/3 soli, to sól peklowa. reszta to zwykła, sól peklowa zachowuje kolor i przedłuża trwałość, ale jeśli nie masz soli peklowej, bez obaw, też się uda)
Przyprawy to czosnek suszony (1 łyżeczka), kolendra (1 łyżeczka), majeranek(1 łyżeczka), ziele angielskie(2-3 ziarna), jałowiec (1-2 ziarna),   pieprz świeżo zmielony/utłuczony (0.5 - 1 łyżeczka).

Teraz wszystko mieszamy razem najlepiej w metalowej misce z pokrywką i wstawiamy na ok 24 godziny do lodówki.
Na koniec zostaje nam poutykać mięso w słoiczki w których na dnie położyliśmy po listku laurowym i uzupełnienie wolnych przestrzeni wodą (na 1l wody łyżka płaska soli, niektórzy dodają też żelatyny, około łyżeczki na 1 kg mięsa, ale to nie jest konieczne, bo galaretka i tak się wytrąci).
Teraz duży garnek wykładamy ściereczką czy wkładką, ustawiamy zamknięte słoiki jeden koło drugiego w zimnej wodzie i stawiamy na piecyku, na wolnym ogniu. Zagotowujemy powoli (żeby szkło nie popękało) i skręcamy temperaturę  na minimum, byłe czasem woda pyrkała na 5 minimum godzin. Po tym czasie wyłączamy grzanie i zostawiamy nasze słoiki w garnku do wystygnięcia. Kiedy wystygną, wstawiamy do lodówki i czekamy na całkowite schłodzenie naszej konserwy domowej. A teraz możemy cieszyć się pysznym smakiem.
Smacznego!

ps. zdjęcia dorzucę, jak skończę robić moją tuszonkę :) 

4 lipca 2018

Gofrowe miseczki i gofry do wbijania w deser.

Poza waflownicą postanowiłam kupić gofrownicę, bo wychowani nad Bałtykiem ludzie bez gofra z bitą śmietaną i owocami raz na jakiś czas nie potrafią funkcjonować bez tęsknoty. A tak zrobię raz na jakiś czas deser nadbałtycki i życie wraca do normy. Najprostszy przepis na gofry puszyste i chrupiące poniżej. Ja robię taką porcję i wszyscy zajadają się pod korek. Z tego samego przepisu robię miseczki do deserów i trochę gofrów.

Prosty przepis na gofry:

3 jaja (żółta do michy, a białka oddzielnie z odrobiną soli ubić na sztywno) 1 łyżeczka pasty waniliowej 3 szklanki mąki 3 szklanki mleka 6-7 łyżek oleju
1-2 płaskie łyżki proszku do pieczenia
i teraz soli na czubek noża jak gofry mają być neutralne, albo cukru ze dwie łyżki jak mają być na słodko

Wszystkie składniki wrzucamy do maszyny prócz białek i mieszamy do uzyskania gładkiego lejącego ciasta. Na koniec ręcznie wkręcamy ubite białka w ciasto i zostaje już tylko nakładanie do gofrownicy (trzeba wyczuć ile, żeby nie wyciekało ciasto bokami, albo żeby gofer był nie dorobiony. Gofry podajemy z czym lubimy, od owoców wszelakich z bitą śmietaną i co nam jeszcze do głowy wpadnie. Pieczemy w maszynkach do gofrów, dość długo, aż do ostatniego parowania i wystawiamy na krateczkę, żeby odparowały i stały się chrupiące i suche. To tyle o gofrach.



30 maja 2018

Waflownica



Z Dominiką doszłyśmy do wniosku, że jak już naleśniki wychodzą nam zawsze i są idealne to czas dotknąć kolejnego kulinarnego tematu. A ponieważ wielkimi krokami zbliża się do nas lato, a z nim lody i mnóstwo owocowych smaków to najlepszym pomysłem będą oczywiście lody ewentualnie we wszystkie czwartki z owocami, bo czwartek to dzień próbowania nowych smaków, a w pozostałe dni będą lody, Panna Cotta albo co nam wpadnie do głowy. No to zamówiłyśmy sobie dwa urządzenia do wafli. Jedno będzie robiło nam miseczki z ciasta na gofry, a drugie to klasyczna waflownica do robienia rożków, miseczek i rurek na bitą śmietanę czy krem do rurek. Dzisiaj zaczniemy od przepisania przepisów na rożki z instrukcji obsługi naszej waflownicy. Jutro będziemy sprawdzać te przepisy w praktyce i dopiszemy nasze uwagi z tych eksperymentów.

Rożki cynamonowe:

50g masła
75g cukru
1 jajko
175g mąki
250ml letniej wody
1/2 łyżeczki cynamonu

Zmiksować masło i nieco cukru, po chwili dodać jajko. Następnie na zmianę dodawać mąkę i letnią wodę, w której wcześniej należy rozpuścić resztę cukru. Na końcu dodać cynamon i dobrze ubić całe ciasto. Pozostawić ciasto na 30 minut, żeby odpoczęło i już można piec wafelki, a po upieczeniu wafelki zawijać w rożki.

Rożki cytrynowe:

100g masła
100g cukru
2 jajka
starta skórka cytryny
200g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
125ml letniej wody
1-2 łyżki soku z cytryny

Zmiksować masło, cukier i skórkę z cytryny. Dodać jajka po kolei. Później ddawać mąkę z proszkiem i letnią wodę, a na koniec sok z cytryny. Ciasto piec zaraz po przygotowaniu i od razu zawijać rożki, albo zwijać rurki.

Rożki czekoladowe:

3 jajka
50g cukru pudru
100g mąki
30g mielonych migdałów
2 łyżki startej czekolady

Ubić jajka z cukrem pudrem aż do osiągnięcia sztywnej piany(najpierw białka z cukrem, a następnie dodajemy żółtka). Dodawać po łyżeczce przesianej mąki, migdałów i startej czekolady. Od razu pieczemy wafle i zwijamy w różki.

Na końcu przytoczę jeszcze jeden przepis znaleziony gdzieś w sieci do wypróbowania bo wydaje się ciekawy:

Rożki karmelowe:

90 g  masy krówkowej z puszki ewentualnie miękkich karmelków czy krówek 
60 g masła
300 g śmietanki 36 %
3 płaskie łyżki cukru
300 g mąki pszennej tortowej 
3 jajka
Z przepisu wychodzi około 21 dużych wafli.

Do rondelka wrzucamy masę krówkową, masło, śmietankę i podgrzewamy, aż do połączenia składników. Nie gotujemy! Odstawiamy na bok żeby masa lekko ostygła, a w tym czasie ubijamy jajka z cukrem na kogel mogel. Do kogla mogla wciąż ubijając jajka wlewamy lekko przestudzoną masę krówkową, a następnie dodajemy mąkę przesianą i ucieramy wszystko na gładką masę. Teraz zabieramy się za smażenie rożków i rurek.

I podsumowując zaczęłam od ostatniego przepisu. Wychodzą z niego świetne rurki, bardzo kruche i delikatne. Warto poszukać jakiś kuchennych rękawiczek do zwijania rurek, ja zwijałam na łyżce drewnianej. Paluchy ucierpią bez rękawiczek, bo najlepiej wafle formować bezpośrednio na płycie grzewczej waflownicy, bo po zdjęciu bardzo szybko tężeją i łapią kształt. Więc skręcam na płycie i po podniesieniu po chwili już mam pewność, że się nie odkształcą. 

17 kwietnia 2018

Cienkie naleśniki do nutelli.

W naszym domu obowiązują dwie wersje naleśników. Jedne to cieniutkie jak papier naleśniki smarowane nutellą i składane na dwa, czyli na pół i jeszcze raz na pół.
Robi je się bardzo szybko wg przelicznika na jedną osobę:

Naleśniki cienkie na jedną osobę:

Składniki
1/2 szklanki mąki pszennej,
1 jajko,
1/2 szklanki mleka,
<1/2 szklanki wody (najlepiej gazowanej),
szczypta soli,
2 łyżeczki masła klarowanego czyli ghee.

Wykonanie jest banalne. Wszystkie składniki wrzucamy do mini blendera i włączamy 2-3 razy na krótkie mieszanie. Odstawiamy na chwilę, rozgrzewając w tym czasie patelnię (u mnie to taka chropowata, ceramiczna, idealna do naleśników i placków, bo rozgrzewa się, ale nigdy nie pali ciasta) i smażymy z obu stron po kilka minut. Po zdjęciu z patelni, placki smarujemy jeszcze ciepłe nutellą i składamy. 
U nas naleśniki to ulubione śniadanie najmłodszej, więc przepis musi tutaj być. 

16 kwietnia 2018

Toruńskie Katarzynki

"Katarzynki! Katarzynki!
- przysmak chłopca i dziewczynki.
Najsmaczniejszy upominek
To paczuszka katarzynek.
Młody, stary, duży, mały
Zna ten specjał nad specjały
Sam król pono łyka ślinkę
Gry zobaczy katarzynkę!"
(F. Fenikowski)


Tak, tak byłam w Toruniu w moim rodzinnym mieście. Z moimi dziewczynami zwiedziłyśmy ścisłe centrum. Czyli mamy zdjęcia pod pomnikiem Kopernika, mamy zaliczone lody u Lenkiewicza, dom pod Gwiazdą, Teatr Horzycy, Teatr lalek czyli Baj Pomorski, nie zabrakło domu Kopernika, krzywego domu zwanego krzywą wieżą, oczywiście było kupowanie pamiątek pod Kopernikiem, obejrzałam dzięki moim bliskim przybytek Rydzyka, czyli fabrykę pieniędzy wybudowaną dzięki głupocie rządzącym. Brak rozrywki dla starych ludzi na ich poziomie zdrowia/choroby/możliwości fizycznych/psychicznych? Dopóki tego nie będzie, tacy jak Rydzyk będą funkcjonować. Tak samo jak wszyscy znachorzy, cudotwórcy, egzorcyści, wróżki i czarodziejki z powodu braku dobrze funkcjonującej służby zdrowia. Idziemy dalej? Likwidując domy kultury spełniające funkcje edukacyjno-wychowawcze, a nie tak jak dzisiaj funkcję zarobkowe, oddajemy pole wszystkim patologicznym grupom przemocowym. Ostatnio coraz lepiej zorganizowanym i nastawionym zadaniowo na siłowe rozwiązania z tymi o innych poglądach jak oni. Bo w tych grupach nie o dyskusję chodziło/chodzi...  Pewnie dlatego po powrocie z Polski mam mnóstwo mieszanych uczuć. Z jednej strony mnóstwo świetnych dróg, które radują, chociaż bez tych dotacji z UE nie miałyby szans powstać. Ale są i jak to każdy wie są szansę na rozwój. Na pewno jest lepiej na kolei. Bilety kupuje się w Internecie, płaci w Internecie, nawet biletu często nie trzeba drukować, bo są dobre appki na telefon i konduktor z czytnikiem nie ma problemu. Czyli na moje oko i na kolei średnia wykształcenia czy edukacji podskoczyła, co raduje podróżnych. Jest czyściej, jest sympatyczniej i piszę to chociaż to właśnie w pociągu posiałam swoje nowe okulary i nie mam jeszcze pojęcia czy istnieje szansa je odzyskać. Nie wiem czy mam prawo oceniać kolej po dwóch jazdach pociągiem i to dwu różnych przewodników, ale w obu przypadkach było bardzo pozytywnie.
Kolejny temat to Urząd Miasta i tutaj bez zmian od wielu lat. Kolejna wymiana dowodu osobistego w super miłej atmosferze, bez problemu, bez wypełniania papierów. Wystarczy sprawdzić dane w dokumencie i złożyć podpis. Sprawnie i bez problemu z uśmiechem i przyjaznym traktowaniem petenta. Ale mnie się nasuwa pytanie do rządzących: czy naprawdę, nie można ułatwić życia obywatelowi poza granicą? Muszą być podwójne odwiedziny ojczyzny żeby wymienić dowód osobisty? Może warto nad tym pomyśleć... wymiana paszportu, to jednak tylko jedna wizyta w ambasadzie polskiej....
Na osłodę do myślenia przy kawie podsyłam przepis na toruńskie katarzynki, które zamierzam zrobić sama, bo te przywiezione z Torunia to już nie ten smak dzieciństwa, który pamiętam.

Przepis na Katarzynki toruńskie:

Składniki:
200 g miodu
400 g mąki pszennej
1 łyżeczka przyprawy korzennej do piernika
kilka łyżek karmelu
100 g cukru pudru
1 jajko
3 łyżeczki proszku do pieczenia


Do płynnego miodu (żeby miód był płynny wystarczy go podgrzać, później przestudzić) dodać przyprawy korzenne, cukier, karmel, jajko, potem mąkę z proszkiem do pieczenia. Zagnieść dość twarde ciasto, rozwałkować na grubość ok 5-8 mm  i wykrawać foremką katarzynki. Jeżeli ciasto wyjdzie nam za suche możemy dodać 1 lub 2 łyżki kwaśnej śmietany. Posmarować je z wierzchu wodą i piec na natłuszczonej i oprószonej mąką blaszce około 12 - 15 minut (nie spiec) w temperaturze 190ºC. Wystudzić na kratce. Katarzynki po upieczeniu są zazwyczaj mocno twarde (przez miód). By zmiękły  ułóż ciastka na kratce i przenieś do pomieszczenia o wysokiej wilgotności, uchyl okno podczas deszczu, pierniczki miękną w takich warunkach szybko, już po 3 dniach). Można też schować katarzynki do szczelnej puszki z kawałkami jabłek. Jabłka należy wymieniać co parę dni.

19 lutego 2018

Mini bezy.

Czy zdarza wam się, że po jakiś kulinarnych wyczynach zostaje wam sporo białek? U mnie to dość częste. Pewnie dlatego postanowiłam stać się gospodarna i zrobić własne mini beziki do wykorzystania przy deserach, czy ciastach większego kalibru.
Tu podstawowy przepis na proporcję do wykonania mini bezików w godzinę.

Składniki na mini bezy:

150ml białek (jeśli mamy inną ilość to traktujemy posiadaną ilość jako 1 część)
300g cukru (to 2 części)
cukier waniliowy (opcjonalnie)
szczypta soli
łyżka soku z cytryny (często zapominam i też się udają).

Białko ubijamy ze szczyptą soli, następnie do ubitych białek powoli zaczynamy małymi porcjami wsypywać cukier, cały czas ubijając, również cukier waniliowy i na sam koniec powoli wlewamy łyżkę soku z cytryny. Jak nie zapomnimy. Później całą sztywną masę do trójkąta (rękawa, czy szprycy) i wyciskamy małe kupki na matę do pieczenia, czy papier do pieczenia i do piekarnika 120 C do wysuszenia tak jak lubimy. Ja takie maleństwa suszę koło godziny na wióra, bo wykorzystuję głównie do przybrania innych ciastek czy ciast. Przechowujemy w suchych puszkach, czy pudełkach, nie za długo. Więc ja się nie gniewam jak ktoś dopadnie puszki i wyjada, bo tym samym robi miejsce na kolejne beziki.

Z uwag, warto zaznaczyć, że bezę przed wyciskaniem można barwić barwnikami spożywczymi, można również dokładać do masy mielone orzechy czy migdały. Można po prostu zrobić sobie bezy wg własnego uznania. Bezy to kreatywne wypieki z maluchami. 


15 lutego 2018

Biszkop - prosto, szybko i idealnie.

Dzisiaj jest taki pozytywny dzień. Za oknem świeci słoneczko, temperatura w okolicach 9 stopni, więc w powietrzu czuć wiosnę. Za chwilę odejdę od pieczenia ciast, bo zacznie się zabawa z nowalijkami i całym kramem roślin ze świata. Ale chciałabym tutaj wpisać przepisy, które przez cała zimę sprawdzały się w naszej kuchni.
Na pierwszy ogień rzucę biszkopta. To tzw ciasto, którego niektórzy bardzo się boją, a kiedy opanują już warsztat, okazuje się najprostszym ciastem. Nie będzie tutaj opisu moich kremów. Ostatnio na topie jest krem kokosowy na śmietance kokosowej i krem z nutellą, waniliowy odszedł do lamusa, a w zanadrzu mam krem dla dorosłych na bazie rumu i kawy. Skąd się wzięły? Po prostu mam przy stole sporo osób, którym owoce w cieście mocno przeszkadzają, więc te podaję oddzielnie. Ale wracam do biszkopta, bo to jest baza wielu moich pomysłów od wieków, a od wieków nie kupuję już żadnych gotowców udających biszkopt.

Biszkopt (przepis podstawowy):

5 jajek
3/4 szklanki drobnego cukru
3/4 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanka mąki ziemniaczanej

Jak zrobić pokazuje ślicznie dziewczyna z YT:


A pieczemy w temperaturze 170 C przez 35-40 minut do suchego patyczka.

Czym przełożyć biszkopta? Dowolność jest mile widziana. Może być krem, może być bita śmietana, owoce, dżemy, właściwie należałoby o tym też zrobić jakiś wpis. Ale to następnym razem.

27 stycznia 2018

Zaczynamy zupomanię.

Weekend... ostatnio zauważam, że mój wolny czas jest ściśle związany z weekendami. A właściwie z co drugim weekendem. Dzisiaj od wczesnego rana gospodarzę z moją wnuczką. Czyli obudziła mnie wnuczka:
- Babciu ja się ubieram i czy mogę iść na xboxa bo Nicko już czeka na mnie?
- Jasne że możesz, ale pod warunkiem że nie będziesz dyskutować przy śniadaniu.
- Dobrze, ale zrobisz mi placuszki z mlekiem?
- Zrobię, przybij piątkę i ubierz kapcie.
Teraz mam swoje kilka minut na wstawanie i ogarnianie rzeczywistości. Przeglądam nowe książki z Polski. Ponieważ waga zaczyna mnie bardzo wkurzać, postanowiłam z nią coś zrobić. Pierwsza myśl była bardzo dobra: wyrzucę wagę i będzie spokój. No ale ciśnienia nie da się wyrzucić, i z wyrzuceniem wagi nie znikną problemy. Nie mam kompleksów z powodu wagi. Kiedyś ważyłam poniżej 60 kg i bardziej wkurzało mnie gadanie o każdym kilogramie poniżej albo powyżej 60 kg. Czasem mnie to irytowało. Teraz waga po wszystkich przejściach z rakiem oscyluje w okolicach 90 kg i miałabym to w dupie, bo w tym kraju jest całkiem znośna waga. Ale mnie irytuje to wszystko co się z tą wagą w mojej rzeczywistości wiąże. Po pierwsze menopauza, której ponoć już się raczej nie pozbędę, a chętnie bym ją zostawiła gdzieś w biurze rzeczy zagubionych. Po drugie kondycja. Nie należałam do grupy sportowców, czy intensywnie ćwiczących fanów sportu, ale nie miałam problemów przepłynąć 200m, czy pojechać na wycieczkę rowerową do okolicznych wiosek. Teraz omijam te zabawy, bo nawet wypad na kręgle przypłaciłam poleżeniem bo mięśnie trzymające miednicę powiedziały:
- ...pieprz się stara z takimi pomysłami i se lepiej pospaceruj....

Więc doszłam do wniosku, że najpierw muszę zrzucić kilkanaście kilogramów, a dopiero później zacząć truchtać zdrowotnie. No i wpadła mi w ręce książka Zupomania, a właściwie najpierw wpadła mi z linkami grupa na fb Zupomania. No i po jakimś tygodniu poczytywania tej grupy, doszłam do wniosku, że to nie jest głupi pomysł.
Po pierwsze nic nie kosztuje. Będę miała wreszcie powód na testowanie
kolejnych mało poznanych warzyw.
Po drugie, ten sposób jedzenia nie spowoduje u mnie niedoborów składników, bo uwzględnia i mięso i warzywa i owoce.
Po trzecie, powinien wspomóc moje jelita, bo zupy i wywary z zup, to powinno być okey.
Jedyny problem to chleb, ale najwyżej będę piekła jeden duży tygodniowo dla moich, żeby nie zaczęli jest tego z dodatkiem tartej bułki. Zobaczymy co przyniesie ten pomysł. Jeśli zdrowie, to nie omieszkam tu o tym napisać.


30 listopada 2017

Wędzimy ryby.

Na okrągło jestem spóźniona o kilka notatek i w głowie kłębi się mnóstwo tematów dużo poważniejszych i godnych opisania, ale jak zabieram się za pisanie, to poza pierdoły dnia codziennego nie daję rady wyjść. Dzisiaj będzie krótko. Kolejny dzień kiedy kilka razy padam na kanapie i czekam aż pięty przestaną boleć i można dalej biegać po kuchni.
Bo właśnie wpadł Maciek i widzę po oczach, że śniadania nie zjadł rano, więc on zabiera się za kawę, a ja za marudzenie, że na pusty żołądek nie puszczę z domu, no i oczywiście pojechali po kawie, a ja zabrałam się za solenie rybek do wędzenia. Dostałyśmy kilka fląderek, czegoś co przypomina okonia, do tego wzięłyśmy kilka makreli i z beczułki wyjęliśmy pierwsze kawałki mięsa do wędzenia.
Tu zapiszę czasy solenia w solance 30% (czyli 30 dkg/1 litr wody) wg
kolegi Maćka, który nauczył moją córkę machać wędką:

Łosoś                               1 godz (gruby 1,5 godz)
Halibut                               40 min (cały 1,2 godz)
Dorsz"bolek"                   20-30min (średni 40-50)
Flądra ze skórą tusza         35 min (mała 15 min)
Flądra bez skóry                10 min (mała 6-8 min)
Śledź cały                         1godz. (duży 1,5 godz)
Pstrąga odszlamować
w solance                           40 min (duży do 1 godz)
Węgorza odszlamować naciąć przy odbycie.
Solić                    0.5 kg do  1 godz.
                             1 kg         1,5 godz.
Makrela               0,5 kg       1godz.
                   Mała 0,3 kg       40 min.
Karmazyn                            50 min.
Grenadier                             20 min.
Leszcz                                  35 min.
Szczupak oczyścić z łuski
w solance                              30 min.

W temacie wędzenia mięsa polecam polecam forum miłośników wędzenia i domowych wędlin, oczywiście google naszym przyjacielem jak zawsze.

23 listopada 2017

Biszkopt i odkryte tajemnice.

Ponieważ mam chwilę czasu przed odebraniem najmłodszej ze szkoły, to napiszę coś o biszkopcie. To ciasto zawsze było u nas na stole, bo torty, bo był czas ciastek z galaretką, bo był czas ciast kolorowych, no i dlatego, że moja wnuczka to ciasto ostatnio stawia na pierwszym miejscu wśród ulubionych ciast.
No ale czasem wyszedł nam trochę krzywy, czasem delikatnie opadł, a czasem wyrósł, ale nie tak jak na zdjęciach. Nie żebyś się tym jakoś specjalnie przejęła, bo zawsze był zjedzony do ostatniego okruszka i chwalony, bo:
- Mamo, kocham twoje ciasta!!!
No ale ponieważ, kiedy mam niedosyt wiedzy, to mam z boku taką małą kieszeń na wiedzę poszukiwaną do uzupełnienia.
I właśnie ostatnio znalazłam przepis pokazany przez fajną dziewczynę. Tematem był biszkopt, do tego w obręczy i musiałam sprawdzić czy u mnie to zadziała.
A ponieważ zadziałało, to biegnę podzielić się wiedzą z moimi czytelnikami.

Biszkopt idealny:

Produkty:
3/4 cup (1 cup to 250ml) cukru
5 jajek (białka i żółtka oddzielnie)
3/4 cup mąki tortowej
1/4 cup skrobi ziemniaczanej

i to wszystko. Żadnych łyżeczek octu, żadnych olejków, żadnych masełek do wycierania blachy. Jedynie kawałek papieru pod obręcz, albo do wyłożenia dna w formie.

A teraz jak to zrobić?

Zapraszam na film dziewczyny, która precyzyjnie pokazuje jak zrobić to idealnie:




20 października 2017

Piąteczek z uśmiechem na twarzy.

Piąteczek za mną. Minął jak chwila, chociaż jak się zastanowić to sporo udało się mi się dzisiaj zrobić. Od rana chlebek domowy dla Rafała, a przy okazji zamówiłam drobne 8 kilogramów karkówki bez kości z pięknym mięsem. Tłustego dokładnie akurat na dobrą kiełbaskę, karkówkę wycięłam i pokroiłam do zaprawienia na niedzielne grillowanie, co trzeba było zmieliłam w mojej nowej maszynie do mielenia mięsa i nadziewania kiełbasy. Po prostu aż chce się robić. Dominice upiekłam chlebek tostowy taki jak lubi i bułeczki. Znalazłam słoik prażonych jabłek więc szybko zamieszałam w maszynie kruche ciasto na szarlotkę i między chlebkami upiekłam korzystając z rozgrzanego piekarnika. Na tym wszystkim nakryła mnie Malwina i nie miała siły nawet na mnie marudzić, że przesadzam bo zapach zrobił swoje. Uchlasnęła kromę i podzieliła mi mięsko na elemenciki fachowo. A za chwilę znowu pojechała do pracy, bo .... tak trzeba mamo...
A ja dokończyłam co zaczęłam, ogarnęłam kuchnię. Wieczorem Rafał wpadł po chlebek i po chwili gnał dalej bo jeszcze mnóstwo pracy przed nim a piątek nie jest z gumy. Ja zrobiłam sobie kawunię, ukroiłam szarlotkę i wreszcie usiadłam sobie w ciszy i spokoju. Życie jest piękne i pełne pozytywnych wibracji. Czasem coś zazgrzyta, ale zgrzyty uświadamiają nam zaledwie, że nic nie trwa wiecznie w niezmienionej formie.

A teraz jeszcze spokojnie poszukam jakiejś ciekawej zaprawy dla wieprzowiny, bo jutro trzeba wrócić do mięsa i dokończyć co się zaczęło.
 Bo to co w szynkowarze to tylko jedna część z ośmiu do ogarnięcia jutro.