13 sierpnia 2017

Bywają takie przerwy w życiu, które trzeba przeżyć.

Od kilku tygodni przymierzam się do drukowania naturą na tkaninie. Oczywiście jak to u mnie, idzie wszystko w swoim bardzo właściwym tempie, czyli wolno, racjonalnie i oczywiście z wpadkami większymi czy mniejszymi.
Na dzień dzisiejszy mam już pojemnik we właściwym mało widocznym i zabezpieczonym miejscu na ogrodzie z wodą żelazną, żelazianą czy jakąś rudą z rdzy.
Mam zamiar zmierzyć się z ciuszkami nadrukowanymi z natury. Po prostu uległam modzie boho, wersji bardziej włoskiej i ponieważ staję się powoli przeciwnikiem większości sztucznych włókien, otwierają się przede mną naturalne sposoby barwienia. I poszła szukać po blogach wiedzy tajemnej i co.... są piękne zdjęcia, piękne prace, ale za wiedzę tajemną trzeba nie dość że płacić, to jeszcze jeździć na drugi koniec globu. Co mi zostało więc? Weszłam do największych księgarni w kraju i poza nim i zaczęłam szukać wiedzy. W domu miałam jedynie jedną starą książeczkę, którą kiedyś kupiłam przy okazji farbowania wełny. Ale powoli zaczynam czytać i zbierać odczynniki, naturalne materiały i rośliny, które zbieram w zamrażarce garażowej.
........................................................
Było dobrze i musiało się spieprzyć. We wtorek pojechaliśmy nad morze. Bo odpływ, bo krewetki, bo jeszcze lato.... I długo nie byliśmy, bo najpierw kilka razy grzmotnęło, a ponoć na wyspach burze są sporadycznie. Nie uwierzyliśmy i dopiero kiedy zaczęły spadać spore krople, ruszyłyśmy ku brzegowi i na poszukiwanie miejsca pod dachem. Zanim dotarłyśmy z wnuczką do kawiarni, deszcz padał już równo. Ona w dobrej bluzie na takie wypady, ale ja poszłam na łatwiznę i zarzuciłam sobie koszulę na plecy, bo ciepło i.... po powrocie do domu przez właściwie ścianę wody, czułam, że nie skończy się ten wypad bez atrakcji. Ból mięśni i głowy dopadł mnie w nocy i trzymał dwa dni, mimo konkretnych dawek przeciwbólowych. Na szczęście córka jest niezastąpiona w takich sytuacjach i zaczęła skarmiać mnie lekami na grypę, czyli wypacanie, wygrzewanie i chorowanie bez wychodzenia z łóżka. Trzy dni i już jest dobrze, ale jestem jak ten liść na drzewie. Skąd nie zawieje, to mnie ścina z nóg i płynę potem, a nogi miękną w kolanach. Dziewczyny mówią, że dwa dni i stanę mocno na nogach, a na razie to tak się przemieszczam na pół gwizdka i ..... robię co mogę, żeby nie wpaść w zaczarowany krąg lenistwa wakacyjnego.
-------------------------------
Wyzdrowiałam, mam się dobrze. Wracam więc do rękodzieła, do nauki, do kuchni i do zbierania kwiatów na barwniki.



4 sierpnia 2017

Giant Cinnamon Roll czyli cynamonowe bułeczki



Dzisiaj napiszę o nowym wynalazku z angielskimi korzeniami, czyli cynamonowych bułeczkach. Pomysł wziął się z tego, że wszyscy lubimy ciasto drożdżowe, ale czasem ono tak wyrasta, że część z lukrem i kruszonką staje się nieproporcjonalnie mała w stosunku do części z ciastem. No i ostatnio ciasto drożdżowe zostało wyautowane z naszego menu. Aż moje dziecko powiedziało, że musi poszukać przepisu na ciasteczka cynamonowe, bo jadła i są wspaniałe, tylko pachniały malizną.Najpierw dostałam taki przepis na Giant Cinnamon Roll, ale szukałam dalej i trafiłam na ten najwłaściwszy. Czyli Cinnamon Rolls 101, a z tych dwóch przepisów powstał mój leciutko zmodyfikowany. 
Z drugiej wersji bułeczek cynamonowych podobało mi się, odrywanie bułeczek bez problemu, bez krojenia, więc idealna wersja na piknik dla wszystkich łasuchów. Kolejna sprawa to mój wstręt do oleju. Po prostu ciasto na maśle smakuje dużo lepiej, a skoro udało mi się rodzinę oderwać bez większych problemów od wszelkiego rodzaju tłuszczów chemicznych, to zamiast oliwy masło i wyszło mi coś takiego:

Cynamonowe bułeczki

Składniki na ciasto:

1/2 szklanki niesolonego masła (proponują je stopić, a ja po prostu zostawiłam na kilka godzin na blacie obok kuchenki dwie kostki masła)
2 szklanki mleka pełnego, ciepłego i to porządnie ciepłego (ma nie parzyć, ale ma być przyzwoicie ciepłe)
1/2 szklanki cukru granulowanego czy kryształu
1 opakowanie drożdży w proszku (takich na pół kg mąki) u mnie to 7 g 
5 filiżanek mąki (najlepiej przesiać przez sito)
1 łyżeczka proszku do pieczenia.
1 łyżeczka soli (malusia, dałam pół łyżeczki)

Masło, cukier i mleko razem podgrzewamy w garnczku mieszając. Kiedy cukier jest rozpuszczony, a temperatura całej mieszaniny jest ciepła, wsypuję drożdże i około 3/4 mąki. Tak żeby się całość zrobiła dość gęsta. Mieszam łyżką, robotem, czy co tam mam pod ręką i przykrywam całość folią z rolki, zostawiam na ok godziny, aż całość podwoi swoją objętość. 

W tym czasie robię nadzienie do mazania ciasta. 

Składniki masy:

3/4 kubka masła miękkiego
3/4 kubka jasnobrązowego cukru
2 łyżki zmielonego cynamonu

Całość wkładamy do jednego pojemnika i łączymy razem, żeby dostać pastę do posmarowania ciasta.

Wracamy do ciasta. 

Dorzucamy resztę mąki, proszek do pieczenia i sól. Mieszamy. a blat posypujemy mąką z torebki i wykładamy na nie zamieszane bardzo pulchne ciasto. Posypując delikatnie mąką rozkładamy je na długi, w miarę cienki pasek, szerokości ok 10-15 cm i smarujemy masą maślano-cynamonową. Po długości rolujemy w wałek z masą i przygotowujemy sobie foremki do pieczenia. Idealne na piknik są aluminiowe okrągłe czy kwadratowe, ale inwencja twórcza jest wskazana. Teraz wszystkie blaszki smarujemy masłem i kroimy nasz wałek na krążki po 2-2.5 cm wg uznania i układamy swobodnie na tackach. Kiedy wszystkie tacki są zapełnione, przykrywamy je najlepiej folią spożywczą swobodnie i zostawiamy w cieple i spokoju na pół godziny, aż nam pięknie wypełnią foremki. W tym czasie rozgrzewamy piec do 170 stopni Celsjusza. W rozgrzany piec wstawiamy blaszki z ciastem, a my zabieramy się za lukier.
Proponuję dwie wersje lukru:
Ten angielski warto spróbować, bo u mnie zwyciężył chociaż robiłam go pierwszy raz w życiu:

Składniki na angielski lukier:

100g serka do smarowania, w pudełku Philadelphia czy podobny
2 łyżki mięciutkiego masła
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego 
1 szklanka cukru pudru
2 łyżki mleka pełnego 

Wszystkie składniki dobrze połączyć. Ja łączę je w mini mikserze, ale myślę, że ręcznie też się da.

Mój lukier to standardowy lukier z białka i cukru:
1 duże białko 
200g cukru pudru
2 łyżeczki soku z cytryny
i skórka zdarta tarką z tejże cytryny.
Całość zamieszać w mini mikserze.

Po wyjęciu bułeczek z pieca po około 20-30 minutach, odstawiamy foremki do odpoczęcia/wystygnięcia na minimum 20 minut.
Po tym czasie smarujemy obficie wierzch ciasta lukrami i dajemy ciastu odpocząć, jak się uda.....

Smacznego!!!