Już mam dość ... dość tych ciągłych konsultacji w temacie auta. Moje chodzi znośnie i jeszcze pojeździ do menagera, a później liczę, że dostanę coś do jeżdżenia po wsi. A wszystko przez zmianę pracy, a co za nią idzie zdanie służbowego auta.
- Mamo, ale w jakie auto będziesz wsiadała swobodnie?
- W moje, jeździ, nie zawodzi i nawet wnuczka mówi, że jest spoko.
- No ale jak mam kupić do pracy to jakie, żebyś też nim jeździła.
- Masz nim jeździć do pracy, czyli rano do, a wieczorem z .... Widzisz tu gdzieś miejsce na moje jeżdżenie? No i o to chodzi dziecko. Spójrz na kijanki, bo jak odebrałaś swoją, to ją pokochałaś od razu. Zobacz ile będzie kosztowała w leasingu na 3 lata. Akurat skończysz NVQ 5 i jak cię znam, będziesz myśleć o kolejnym pomyśle. Dostajesz ode mnie trzy lata pomocy z Dominiką, żebyś miała czas na rozwój i na tym się skup.
- Mamo, bo bez ciebie....
- Ale masz mnie i dopóki mogę pomóc, to spokojnie rób to co ci w duszy gra. A ja się pobawię w dom, ogród i ten cholerny angielski.
No dobra, jest całkiem spoko, Najmłodsza stwierdziła, że jak mama zmieni pracę, to ona będzie robiła ze mną zakupy w drodze ze szkoły. Dzisiaj pokazała, że jest w tym dobra. O niczym nie zapomniałyśmy, a po wejściu do domu stwierdziła:
- Babciu, ja dziś zrobię nuggetsy z kurczaka, tylko zrób ten dobry sos. - No i jak tu nie kochać tych moich dziewczyn?
Do świąt musi wybrać auto i odebrać, bo nie ma mowy, żebym woziła je obie do pracy i do szkoły, jak rozkraczy się ten jej samochód do lasu.
Teoretycznie powinnam pisać o ważnych sprawach w kraju, ale co ja mam napisać, jak ostatnio wybierałam ze złotówkowego konta pieniążki i kurs złotówki do funta nawet mnie zaskoczył. 6.214395 złotego za 1 funta. I to my jesteśmy po brexicie i z kilkoma problemami rząd się tutaj boryka. A Polska tak się wspaniale rozwija w dobrobycie.... Ech, czasem szkoda słów. A wystarczy myśleć, planować, przewidywać i cieszyć się życiem, zamiast kombinować, tworzyć luki, udawać że problemów nie ma i wmawiać wszystkim w około, że to świat się uwziął i to wszystko jest wynikiem teorii spiskowych tego czy tamtego, bo przypadkiem jest nie dość że pracowity, to mądry, konsekwentny i przewidujący dalej niż przeciętny magister w kraju nad Wisłą. Nie ubliżając tym nieprzeciętnym, którzy robią swoje za pięciu i próbują coś racjonalnego wykrzesać z tego kotła.
24 listopada 2021
Idą zmiany
21 czerwca 2021
Optyk, okulary, szkła kontaktowe i całość badań w Anglii na NHS.
Dzisiaj będzie o angielskim podejściu do problemu wzroku u dzieci. Dlaczego tak? Moja wnuczka na dziś jest po badaniu wzroku i całym cyklu od "mamo nie widzę tego napisu, a 6 myli mi się z 8 i czasem mam problem". Od tego miejsca do szczęśliwego uśmiechu minęło 10 dni. Dzisiaj mała poszła do szkoły w kontaktach, bo już próbne kontakty może mieć na oczach 7 godzin. W domu czekają na nią oprawki, którymi jest oczarowana. A ja mogę opisać jak to się dzieje tutaj, bo podobało mi się wszystko, co usłyszałam i widziałam.
A więc od początku. Po tej krótkiej rozmowie, córka weszła na stronę i zabukowała wizytę u okulisty w punkcie okulistycznym. W mieście mamy jeden taki punk dedykowany tylko dla dzieci. Na wizytę czekały chyba kilka dni. Na wejściu pani zadała kilka standardowych pytań i zaprowadziła do technika na pierwsze badanie dna oka. Młoda pokierowana przez panią technik siadła pod właściwą do wieku maszyną i po chwili zdjęcia z maszyny wędrowały do pani okulistki, do której mama z córeczką wędrowały schodami.Tak więc, gdy dotarły do okulistki ta już miała obraz i przeszła do wywiadu z dzieckiem, od kiedy, kiedy zauważyła, co jej przeszkadza itd itp. Po czym zaczęła dobierać szkła badając wszystko dokładnie i spokojnie, bez grama zdenerwowania. Jedyną zdenerwowaną osobą w gabinecie ma prawo być dziecko i to faktycznie ono jest tutaj najważniejsze. Po badaniu czas na konsultacje z drugim lekarzem. To nie żart, pani przeszła do gabinetu obok, żeby skonsultować swoją decyzję z drugim lekarzem. Po czym wpisała receptę w komputer i przewodnik zabrał dziewczyny na dół do optyka, żeby dziecko wybrało najlepsze do jej gustu okulary. Po krótkim przepytaniu co lubi, w jakich klimatach czyta książki, czy rysuje jakieś postaci itd i mierzeniu rozstawu itd pani optyk poszła z tacką i wróciła z kilkoma parami oprawek do przymierzania. Młoda zobaczyła klimatyczne oprawki w stylu japońskim, wsadziła na nos i już wszyscy wiedzieli, że przymiarka pozostałych oprawek, to strata czasu, ale.....
- Mamo, a mogę mieć kontakty? No i trzeba było zabukować kolejną wizytę za kilka dni, bo okazało się, że to inny gabinet. Za kilka dni podjechały już jak do starych znajomych. Optyk zbadał oko, dopasował szkła kontaktowe, przesiedział z dzieckiem, aż to nauczyło się zakładać samodzielnie szkła kontaktowe. Tu nawet moja córka była pod wrażeniem poziomu cierpliwości technika uczącego obsługi szkieł. W nagrodę za opanowanie sztuki zakładania kontaktów, nasza dziewczynka dostała próbny pakiet na tydzień z wytycznymi jak ma z nimi postępować, co zrobić, kiedy oczy się zmęczą, albo zaczną sprawiać problemy. Oczywiście po tygodniu konsultacja i pakiet kontaktów na miesiąc jeśli nie będzie problemów. Po założeniu kontaktów przyszedł lekarz okulista, żeby sprawdzić jeszcze naocznie czy wszystko leży jak należy. No ale córka chciała zgrać wizytę kontrolną z odbiorem okularów i okazało się, że okulary już są gotowe i czekają, więc najmłodsza wyszła już w nowych okularach, a kontakty dostała w pudełkach.
Teraz podsumowanie kosztowe, bo przecież to droga Anglia ;))) No więc do minimum 16 roku życia dzieci nie płacą za szkła, oprawki i kontakty, jak i za wizyty u okulisty. Jedyny koszt, który córka poniosła w temacie okularów. to były ściereczki i płyn do szkieł. coś koło 8-10 funtów.
I moje 5 groszy w temacie angielskiego podejścia do dzieci. Tak, na każdym kroku czujemy, że dzieci są tutaj najważniejsze. Kiedy przypomnę sobie swoją wizytę w Polsce u okulistki zwanej potocznie bubel, choć bubel był ordynatorem oddziału okulistycznego i jej teksty na poziomie, o który nikt by nie podejrzewał bądź co bądź wykształconą osobę to zastanawiam się, czy kiedyś osiągniemy ten poziom i klasę. Na szczęście i w Polsce poznałam wielu wspaniałych okulistów, tylko kto ich wyposaży w taki sprzęt diagnostyczny? Dobra, starczy mojego marudzenia.
Idę szukać nowego tematu.. A może ktoś podrzuci jakiś temat?
3 czerwca 2021
Czerwiec to dobry dla nas miesiąc.
Kolejny dobry news to kolejny stopień NVQ mojego dziecka, tym razem w managemencie i tu zaskoczenie dla wielu, bo zdała śpiewająco. Cztery końcowe egzaminy na najwyższym poziomie i opiniowanie na ostatni stopień tych kwalifikacji do zarządzania. Czyli wykonuje swój założony plan w 100% z górką.
Tutaj dziecko jest bezdyskusyjnie najważniejsze i nikt nie bierze pod uwagę roszczeniowych żądań któregokolwiek z rodziców. Dziecko ma mieć zapewnione warunki do życia, wychowania i edukacji. I jeśli rodzic nie jest zainteresowany uczestniczyć w tym procesie, to po prostu jest pozbawiany praw do decydowania o tym procesie. Trochę zagmatwałam, ale jeszcze nie chcę pisać wprost co ja myślę w temacie tatusia...
Więc jak to mówią, mamy rzeczywistość ogarniętą bezdyskusyjnie i jestem dumną babcią, matką i żoną.
29 maja 2020
Koniec maja tego roku, jest nam przychylny.
A w międzyczasie zaglądam co dzieje się w Polsce i włosy jeżą mi się na głowie od pomysłów rządzących, po chwili zdaję sobie sprawę, że nie mam nic z tych tematów wpływu i pokrzykuję na siebie, i po co ci to było? Po co włazłaś na polskie strony? Żeby się dowiedzieć, że mierzeję wiślaną rozkopali i .... Że najlepszą stadninę koni w Janowie doprowadzili do kompletnego upadku, takiego gdzie tylko zostaje zawyć: .... tylko koni żal....
Że kupili maseczki na covid 19, które nawet do podtarcia tyłka się nie nadają, testy są wadliwe... więc dalej nie testują a jakby tego było mało, to nadrukowali 2x 30 minionów kart do głosowania, do którego nie dali rady napisać przepisów.... Dla mnie to stanowczo za dużo.....
Więc niech mi ziomkowie wybaczą, ale to jest kolejny miesiąc mojej obojętności na sprawy w Polsce. Nie mam wpływu, nie mam pomysłu jak to naprawić i szczerze powiedziawszy cały czas się uczę obojętności na to, bo nic z moich nerwów dobrego nie wynika i nie wyniknie.
Jeśli nie uważasz mnie za potwora pozbawionego patriotyzmu, empatii i całej reszty pozytywnych cech, to odpuść sobie czytanie i zaglądanie tutaj, bo co jeszcze Ty drogu czytelniku masz denerwować przeze mnie. Nie warto.
Zostaję więc na sprawach klasycznie tubylczych. Tydzień temu bardzo się ucieszyłam, bo ilość nowych zachorować na covid 19 zmalała o połowę, podskakując pokrzykiwałam, że jeszcze trochę i będzie można normalnie żyć. Nic bardziej mylnego. Po dwóch dniach a dokładniej po weekendzie krzywa poszybowała w kosmos i przekroczyła 4 tysiące nowych zachorowań dziennie..... Malwina mówi, że to przez fakt nie wpisania danych w weekend i nadrabianie wpisów w poniedziałek. Może mieć rację, bo dziś już jest całkiem dobrze.
Ja dostałam pismo. że mam nadany numer szpitalny i przy zauważeniu jakichkolwiek sympomów covida mam zalogować się na stronie z numerem i opisać co mnie niepokoi, lub zamówić test bo jestem pod jednym dachem z osobami, które nadal pracują.....
Nie ma to jak przywilej bycia w grupie wysokiego ryzyka ;))) A lada moment ma wejść program gdzie będziemy śledzeni i informowani o otarciu się o nosicieli wirusa ;-) Jakie mam o tym zdanie?
Słuchając codziennie o przypadkach nowych zachorowań, nowych śmierci i wiedząc jakim sprzętem, testami i procedurami posługuje się mój szpital jestem gotowa oddać swoją prywatność na rzecz pokonania tego wirusa, a przynajmniej ogarnięcia go do czasu sensownego leku/szczepionki czy czegoś co go zwalczy. Czy się boję? Chyba nie, zachowuję środki ostrożności, listonosz/kurier stawia przesyłki ma progu, dopiero dzwoni. Ja otwieram drzwi i pozwalam mu zrobić zdjęcie jak podnoszę paczkę. Niczego nie podpisuję. Paczkę zabieram, otwieram karton wyjmuję przesyłkę, myję ręce i cieszę się zawartością ;-)
Tak więc ostatnio ponieważ nadchodzi dzień dziecka, zapytałam tradycyjnie czy ma jakiś pomysł na prezent taki do stówki.
- Babciu a tablet to będzie do stówki?
- Nie wiem, ale weź mój i sprawdź czy znajdziesz coś co chciałbyś dostać.
- Nie wiem, czy dam radę szukać na twoim tablecie.
- Masz tu program do amazona, wybierz, tylko nie kupuj od razu tylko wróć z pomysłem.
Często okazuje się, że nie ma potrzeby na nic i znajduję tablet na moim łóżku, ale tym razem po 3 minutach zbiega ze swojego pokoju:
- Babciu kochana, a dwa pund i 18 pi masz jeszcze? Bo znalazłam taki tablet za 102.18. - precyzja mojej wnuczki jest słodka, równie słodka jak wszystkie jej negocjacje.
- Nie martw się, możesz kliknąć kupić. Wciągnę do tego prezentu dziadka i będzie dobrze.
- Szkoda, że te z ekranem są takie drogie.
- Drogie, ale i jeszcze opinie o nich są marne. Poczekaj trochę, aż je dopracują tak naprawdę będziesz chciała je mieć.
- Babciu kupiłam, ale tu pisze, że jutro będzie .... to niemożliwe....
- Możliwe, możliwe - wtrąca się Malwina - babcia ma z amazonem konszachty takie, że potrafią w ten sam dzień dostarczyć.
- Babciu kocham cię, jesteś najlepsza babcia.
27 października 2018
Cozmo i młoda YouTuberka
- Mamo damy radę? No nie, źle pytam, dorzucisz do tego coś?
- Pa pałam będzie dobrze? Pod warunkiem, że wyrzucamy z listy zabawki bez sensu, tzn sztuka dla sztuki?
- Babciu, ale kupisz jak nie będę? I kamerę?
- A do czego ci ta kamera, bo wiesz, że kilka w domu jest i mogę jedną dać tobie bez problemu?
- Ja chcę żeby nagrywała ekran.
No to ściągnęłam jakiś prosty program do przechwytywania ekranu na mojego rzęchowatego laptopa i pokazałam o co chodzi.
- Babciu kocham cię, ty wiesz wszystko!!! - nosz kurczę i jak tu nie kochać tego dzieciaka?
Ja dostałam polecenie kupić sobie wreszcie laptopa, bo szkoła, bo nauka, bo robię trochę do zdjęć ślubnych itd, więc poszłam po radę do Fiodora i mam też nową zabawkę z dodatkami. Faktycznie, czas przestał przeciekać przez palce i jakoś wszystko przyspieszyło. Malwina w nowej pracy, jak ryba w wodzie, to jest to co ona lubi najbardziej i jeśli powiem, że 3 tysiące mil zrobiła w .... nie powiem w jakim czasie, bo sama mam z tym problem, ale już ma prawie porządek z błyskiem, własny projekt i ... będzie dobrze.
No i zgadnijcie co kupiła za drugą wypłatę dzieciakowi? No właśnie.... Cozmo od czwartku jest pierwszą sztuczną inteligencją jeżdżącą po naszej podłodze. Już tam nie będę mówiła, że Dominika wsiąkła i trzeba pilnować, żeby jadła i piłą, bo by cały czas uczyła, grała i ogarniała tą inteligencję zabawki....
17 listopada 2016
Tydzień z wnuczką dobiega końca.
Na razie mogę zapomnieć, żeby zagrać osobiście w coś innego niż Adventure, ale za kilka dni Dominika wraca do szkoły, córka do domu i będziemy mogły po babsku potestować gierki dla kobitek, zresztą te dla dzieci też, bez obawy że zostaniemy wyśmiane za brak umiejętności na poziomie wysportowanego dziecka.
A ja biegnę do szkoły po wnuczkę. Grad i burza, to są dzisiejsze atrakcje w drodze do szkoły :))
2 sierpnia 2016
Niejadek.
- Nie jestem głodna bacio, nie chce mi się pić, chcę żeby tu była mama. - a nos wlepiony w tablet bo kto takiemu smutnemu dziecku zabierze zabawkę?
Nie zostało nic innego jak wymyślić sposób:
- Rozumiem, to placuszków też nie chcesz? - pytam dla zasady. - Rosół robię dla dziadka więc może zrobię trochę więcej dla ciebie?
- Bacio, powiedziałam, że nie jestem głodna i nic nie będę jadła, zrozum to wreszcie! - mówi z przytupem sześciolatka.
- Dobra dobra, to idę do kuchni. - raczej stwierdzam.
Po chwili zaczynam smażyć placuszki w wersji najprostszej do kawy.
Kawa na tarasie z taką przystawką smakuje wyśmienicie.
No ale to była długa dygresja, a najważniejsza w tym była wnuczka, która cierpi z powodu mamy w podróży... No i smażę te placuszki na złoty kolor, a tu widzę zaglądającą do kuchni wnuczkę:
- Smażę placuszki do kawy.
- Ładnie pachną te twoje placuszki.
- Prawda, też lubię ten zapach - mówię udając że nie wiem dokąd zmierza moja wnuczka.
- Bacio, zmieniłam zdanie....
- Tak....?
- Zjem te placuszki i nałóż mi dużo, to troszkę zjem.
Już nie bawię się w to udawanie, że apetytu dziecka nikt nie oszuka. Jak zna się malucha i jego gusty, to może się zapierać, że nie będzie jadł bo cierpi, a zapach i kolory zawsze zrobią swoje.
- Trzy placuszki będzie dobrze?
- Cztery! - profilaktycznie zabezpiecza się moja wnuczka.
A po chwili dostaję wylizany talerz z uśmiechniętą buzią nad nim:
- Rosół babcio też zjem, tylko gotuj powoli! - Takim to niejadkiem jest moja wnuczka ukochana.
14 kwietnia 2016
Bacio, bacio pieczemy?

No ale piszę, że dużo się dzieje, to wypada napisać co .... Po pierwsze wróciłam po feriach na kurs angielskiego. I to wróciłam autem, tak tak, już jeżdżę bez problemu, już nie szukam wajchy biegów w klamce u drzwi kierowcy i nawet zwalniam jak należy na tych wysokich prze garbach. Nawet kilka dróg znam już na pamięć, więc nie jest źle. Po drugie czekanie na konsylium nie jest aż tak kłopotliwe. Coraz lepiej idzie mi wyganianie złych myśli z głowy i pozytywne myślenie. Faktycznie moje dzieci mocno nad tym moim myśleniem pracują, ale lubię czasem myśleć, że mam w tym swój porządny kawał udziału. Po trzecie moja wnuczka dostaje same pochwały w szkole i jest w klubie ogrodnika, więc pierwsze zajęcia dodatkowe na start. Uważam, że jest bardzo dzielna, bo dwa języki opanowane pięknie, czyta po angielsku na poziomie Gold i została tylko Platyna do zdobycia i cały rok na nią, a później następna szkoła. Moja córka..... jest najwspanialszą dziewczyną pod słońcem, a mój syn najrozsądniejszym chłopakiem jakiego znam i stanowią świetny zespół, więc mogę spać spokojnie.A nasza kotka została mamą dwóch przeuroczych chłopaków i chodzi bardzo dumna z nich.
- Bo wiesz bacio, Ty robisz najlepszą polską babkę na świecie i ją najbardziej na świecie lubię jeść. To zrobisz bacio kochana? Ja ci pomogę. - i wiem, że ona tym swoim uśmiechem skruszy każdego, kto miałby ochotę powiedzieć:
- Nie mam czasu.... - Po prostu nie da się.


