16 czerwca 2014

Surprise.

Ostatnie trzy dni były mocno wypełnione zajęciami, zadaniami i spotkaniami.
Zaczęło się od piątku i zajęć rano z angielskiego. Nawet całkiem znośnie poszło. Jakaś praca domowa leży jeszcze do zrobienia na moim biurku ale niespieszno mi do niej.
No ale tekst Daivy po zajęciach : - See you later. - zabrzmiał jakoś  dziwnie. No nic ruszyłam sobie spokojnie do domu, przez Anglia Square do domu zaglądając do moich ulubionych sklepów i wgapiając się w wystawy.



Lubię to miasto, lubię ludzi w tym mieście a moi przyjaciele jakoś dziwnie się dzisiaj zachowywali. No ale każdy z nas ma jakieś swoje problemy, więc nie musimy być cały czas uśmiechnięci i szczęśliwi z życia. Czasem też możemy być zajęci sobą.
Z tymi myślami dotarłam prawie do naszej ulicy kiedy usłyszałam moją nową komóreczkę w torbie. Moja córka zaniepokojona gdzie się zgubiłam i czy nie trzeba po mnie wysłać ratunku...
to był pierwszy telefon który zauważyłam po zdjęciu słuchawek z uszu. Na komórce była długa lista nieodebranych połączeń od niej.... Jestem niepoprawna w swym utkwieniu w angielskim, ale angielski nadal najważniejszy i tak jeszcze trochę potrwa.
Przed domem czekała moja córka..... z szarfą urodzinową i przez ogród wprowadziła mnie do domu a tu moi najlepsi przyjaciele: Daiva, Hilda i Yusuf :D
Oszusty moje kochane czekali w domu aż dotargam się do domu :))))
Córka za moimi plecami zrobiła mi fantastyczne spotkanie z przyjaciółmi. Było słodko, było grillowo i było twórczo, bo Hilda ma własny komputer i też będzie w sieci. Mam nadzieję że nasza będzie długo i szczęśliwie się trzymała razem.
To bardzo ważne, mieć na  emigracji przyjaciół. Mieć z kim pogadać o tym co jest w stanie pojąć tylko ktoś w takiej samej, czy podobnej sytuacji. Ja mam Daivę, Hildę i Yusuf i cenię sobie to bardzo :)
Dziękuję Wam że jesteście kochani :)))