15 stycznia 2017

Mini studio.

Zdarza mi się zapomnieć o raku coraz częściej. Chociaż są dni kiedy zapomnieć trudno, bo zima, odporność i wirusy robią kociokwik ze zdrowiem a co za tym idzie, każdy ból przypisuje się nie grypie, tylko właśnie raczemu łażeniu. Na szczęście moje dziewczę starsze szybko sprowadza mnie na ziemię i ma zawsze racjonalne wyjaśnienie do wszystkich bóli, które mnie straszą. Dzisiaj są to korzonki i zawianie ;)) To że jestem zmęczona na okrągło to wina aury i kulających się górą chmur deszczowo, śniegowych, zmian pogodowych itd. I wiecie co.... nauczyłam się w to wierzyć i łatwiej się zebrać w sobie. Następna wizyta za 2 miesiące, za miesiąc pełne badanie krwi i scanner tym razem krótki i w nowym szpitalnym skrzydle onkologii.

Do tej pory nic się nie wydarzy, więc wymyśliłyśmy z córką, że czas zabrać się za studio w domu. Pełnego studia robić nie będziemy, bo ilość miejsca jest ograniczona, a nam szkoda stracić living room na rzecz kilku funtów, więc powstaje mini studio do zdjęć produktu i niemowlaków. Siadłyśmy, przeliczyłyśmy wszystko co nam konieczne, a ponieważ życie wróciło na stabilny poziom, to starczyło na wszystko co jest niezbędne. A dzisiaj pierwsza sesyjka testowa z naszą najlepszą modelką w roli głównej. Oczywiście modelka stwierdziła, że ta sesja skoro jest testowa, to należą jej się pieniążki. Na całe szczęście wyceniła swoje pozowanie na 5 funciaków, i obowiązkowo kasa ma wpłynąć na jej konto, bo ona zbiera pieniążki na prawdziwą kartę, którą można płacić w sklepie. No i zaraz po sesji mama musiała pokazać, że kasa na konto poszła, wyjaśnić jak wchodzi na kartę i usłyszała w odpowiedzi:
- Mamo, a pin już znam na pamięć. - Siedem lat.... co będzie dalej?

 Z drugiej strony nie wydała jeszcze ani jednego funta zarobionego przez siebie. Wszystkie zarobione na rysowaniu trzyma w portfelu, a te za sesję zaczyna zbierać na konto.... Hmmm już nie wspomnę, że w negocjacjach jest jak prawdziwa angielka. A ja patrzę z podziwem na obie moje dziewczyny i jestem dumna, jak szybko zbierają się po problemach jakie niesie życie, a właściwie ludzie w tym życiu. Ilość pytań które przy tej okazji cisną się na usta jest większa od ilości odpowiedzi. Tylko czy ja chcę poznać na dzisiaj odpowiedzi na pytania, które dotyczą ludzi już nieobecnych w moim życiu? Wolę jednak pstryknąć kilka zdjęć, pobawić się w dodatki do zdjęć i w tworzenie najlepszego z możliwych teamów.
Dlatego dzisiaj zostawiłyśmy kilka dyszek w hurtowni na kosze i gadżety do zdjęć, a ja mam uprzątniętą pracownię i gotową do robienia kwiatów. Kosze trzeba przygotować, wianki i opaski trzeba porobić, do tego jakiś hamak, jakieś czapeczki itd. itp. i tak czas sobie płynie a ja nasiąkam życiem i czuję każdą komórką miłość i bliskość w tej mojej niewielkiej rodzinie.