22 stycznia 2017

Kolejny tydzień za nami a weekend przed nami.

Leżę i zastanawiam się czy jest coś, co mnie nie boli. To był taki kolejny lekko zwariowany dzień. O ósmej wpadła Malwa z tekstem:
- Mamo wypijesz ze mną kawę? Idę na dół zrobić kawę i czekam na ciebie.
Patrzę na zegarek, Dominika już w szkole, Jurek jeszcze nie wrócił, więc w domu cisza jak makiem zasiał. Lubię taką poranną ciszę, kiedy jeszcze szkoła za płotem budzi się do zajęć, sąsiedzi już pojechali do pracy, a w domu jest cichutko i tak rodzinnie. Naciągam szlafrok na grzbiet i na boso drepczę na dół do living room u. Przy kawie dowiaduję się, że dzisiaj mam wolne, bo tylko jedzie do dentysty, ale to pół godziny, a później już możemy robić zdjęcia z nowymi pomysłami. Ale zerknięcie na kalendarz burzy cały misterny plan.... Dentysta jest w następnym dniu, pokrywa się z pracą, ale spokojna decyzja i jedzie do przychodni. Po godzinie wpada i woła:


- Mamo pożycz komórkę bo moją mi rozładowali z pracy... Muszę oddzwonić bo chyba powinnam dzisiaj być w pracy.
Skąd taka kołomyja? Myślę, że to skutek ostatnich dni w stresie jak damy sobie radę z prostowaniem spraw po Maćku. Było gorąco i nasze finanse oberwały po kieszeni, ale już jesteśmy na prostej i kolejny miesiąc zapowiada się bardziej pozytywnie.
Ale to taka normalna kolej rzeczy, poznajesz ludzi, dajesz kredyt zaufania i to oni decydują, co z nim zrobią. Ale na końcu Ty decydujesz co zrobisz z ludźmi, którzy twój kredyt zaufania utopili w studni.
No ale dzisiaj padło pytanie o to co uważam za normalność. I to faktycznie bardzo szerokie pytanie, ale spróbuję określić to, co ja uważam za normalność...
Normalność to życie wśród kochającej rodziny, może to być tylko jedna osoba, a może być ich wiele, ale podstawą jest wzajemne wsparcie i dbałość o siebie i rozwój na wzajem. To stabilna podstawa finansowa, która zabezpiecza nie tylko elementarne potrzeby człowieka jak jedzenie i ubranie, ale pozostawia również możliwości samorozwoju i możliwości regenerowania sił po wysiłku fizycznym jakim jest każda praca. To również uczciwość w teamie rodzinnym, gdzie tajemnice oczywiście istnieją, bo każdy szanuje odrębność jednostki, ale tajemnice nie istnieją w zakresie tematów ważnych dla teamu. Rachunki nie są tutaj jedynym wyznacznikiem uczciwości. I chyba równie ważna zasada to szacunek dla siebie na wzajem, ale również szanowanie różnic i różnych potrzeb, na równi z niekrzywdzeniem żadnej ze stron teamu. Trudne prawda? Ale myślę, że trudne jest kiedy patrzy się na własne obowiązki, a elementarne kiedy to my oczekujemy wsparcia od teamu.
Wiele razy słyszę:
- ...bo mnie nikt nie kocha....  - A kiedy pytam:
- A kogo kochasz? - to zdziwiona mina mówi sama za siebie.
Dopóki nie zrozumiemy, że nie jesteśmy pępkiem świata z ego napompowanego do granic możliwości, nie mamy szansy na miłość. Dopóki przepychamy się ze swoimi oczekiwaniami, nie pokocha nas nikt za fakt bycia. To taka elementarna wiedza, ale tak wiele osób które znam jej nie posiada, że chciałam ją tutaj zapisać ku pamięci.

Znowu notatki robię na raty. Dzisiaj wreszcie dojdzie do skutku nasze spotkanie z fantastycznymi znajomymi. Cieszę się na nie mocno, bo dobrych ludzi nigdy dość, zwłaszcza kiedy mówią po polsku. Mój angielski zakręcił na kolejnej krzywej Wygockiego i tłukę go ostatnio dość intensywnie i codziennie.
Metoda jest prosta:
- Ćwiczenia gramatyczne na tablecie z równoczesną korektą i wymową.
- słówka na słuchawkach, telewizja angielska do poduszki, zwłaszcza crafty, kryminały i bbc; nawet wyłapuję coraz więcej z treści ;)
- W domu dziewczyny rozmawiają coraz więcej po angielsku i podpowiadają czasem kolejne zwroty; czasem ja się łapię na tym, że zrozumiałam kontekst, a czasem dwa zwroty i kleję to lepiej lub gorzej;
- Oczywiście ćwiczenia na Duolingo mają swoją wartość, tak samo jak wszystkie programiki do nauki słówek, we wszystkich układach i pomysłach ułatwiających naukę.
A poza tym.... nasze małe studio daje radę i sprawia mnóstwo frajdy, a zdjęcia są coraz lepsze. Zresztą taki był cel tej zabawy w naukę, czy nauki poprzez zabawę.

Więc na razie wystawiam co naskrobałam i lecę wstawić ryż i poszukać nowego przepisu na wołowinę. Dostałam piękny kawałek wołowiny i czas przetestować kolejne danie. Zielona babka idzie do powtórki bo 5 minut w piekarniku za dużo to trzeba opanować należycie.