16 listopada 2016

Wyciśnięta notatka...

Ostatni tydzień był wypełniony po brzegi pracami wszelakimi. Ostatecznie tak właśnie jest, jak moi lecą do Polski pozałatwiać wszystkie ważne sprawy, a ja mam poważne zadanie. Zostaję na pokładzie z wnuczką i musimy sobie ze wszystkim co ważne poradzić. No i właściwie wszystko zostało przygotowane. W domu obie lodówki są pełne po brzegi, czyli z głodu na pewno nie zginiemy. W szkole mają system dogadania się ze mną w ważnych sprawach, w ostateczności dostanę wersję papierową, więc problemów nie powinno być. W pogotowiu mamy kilka telefonów i sąsiadów, przyjaciół itd. No i jakby tego wszystkiego było mało, to mamy dwa auta, prawo jazdy i nawet jeździć już umiem ... No ale atmosfera trochę nerwowa, bo to pierwszy raz kiedy zostaję  z wnuczką sama.
A w Polsce zrobiłam sobie kilka zakupów craftowych, które obiecali przywieźć mi do domu. Przede wszystkim oczywiście papiery do scrapu, bo polskie dziewczyny projektują piękne papiery i nie ważne, że nie mają embossingu i złoceń, są po prostu piękne i czekam na nie z niecierpliwością. Zamówiłam również trochę tekturek takich świątecznych, ale też trójwymiarowych, do bombek i do grubaśnych kartek z życzeniami. No po prostu troszkę nowości do odświeżenia mojej kolekcji przydasiów. A szczytem rozpusty jest pieczątka do znakowania mojej twórczości. Ostatecznie czas wziąć przykład z córki i zabrać się za aktywność artystyczną.  Malwa wymyśliła sobie dzień pełen zdjęć i w tempie okrutnym.... No i niewiele zostało wolnych miejsc, na komputerze czekają zdjęcia z ostatniego pokazu fryzjerskiego, po powrocie znowu ślub. Nie ma to jak wiatr w żaglach i wolna głowa pełna pomysłów. A w pracy też nie ma lekko, bo firma się rozwija, a to wymaga aktywności na kolejny stopniu wtajemniczenia. No dobrze, pewnie napiszę za jakiś czas. Na razie jest po prostu wszędzie dużo pracy, a czasu nam nie przybywa.

* * *
Malwina jest już w Polsce z tatą, a my z Dominiką ogarnęłyśmy dzień codzienny i tęsknota za mamą wydaje się być jako tako opanowana. Chociaż wieczorem jest dużoo maminych tematów, ale zasypiamy już spokojnie. Prace domowe odrobione, nie sądziłam że na etapie 6 latków jest piękne wprowadzenie w ułamki. Nie sądziłam, że moja wnuczka poprosi o naukę pisania po polsku bo umie pisać tylko dwa słowa:
TAK NIE, a chce pisać po polsku i to mnie poprosiła o naukę. Miło i bardzo zobowiązująco.
Moi najbliżsi już za kilka dni wracają do domu, a my wykorzystujemy czas na craftowe doświadczenia, embossing, śnieg na kartkach, farby wielokolorowe na bombkach i kwiatki. Dużo dobrej zabawy.

* * *
Piszę ten post już chyba tydzień i skończyć nie mogę.... Niby niewiele mam do zrobienia a i tak czasu wolnego nie przybywa. Chyba kiepsko daję sobie radę z układaniem tego wszystkiego, żeby wieczorem nie paść nosem prosto w poduchę. A i tak się cieszę że moi polecieli do Polski bez nas. Po pierwsze Dominika ma szkołę i tego bagatelizować tutaj nie należy bo jest to bardzo drogie. Po drugie dla mnie taka podróż z bieganiem po urzędach to żaden dobry pomysł. A i tak dostanę super piękny polski papier do albumów, dostanę cudną pieczątkę do znaczenia moich prac, dostanę mnóstwo nowych scrapków z tymi 3D włącznie i dostanę znaczek rozpoznawczy naszego cudownego kanału gdzie od dziewczyn uczę się wszystkich niuansów scrapbookingu. Ja laik ogarniam kartki, albumy i opakowania i słyszę komplementy tam gdzie sama sobie wystawiam trójeczkę ;)
Dzisiaj bez względu na wszystko kończę ten wpis, bo nie pójdę dalej jak będę tu tkwić...