23 października 2016

Scrapowanie staje się moją kolejną pasją.

No i masz babo placek... Nakręciłam film, skonwertowałam ten cały plik, wysłałam na serwer a za chwilę przychodzi moja córeczka i mówi:
- Mamusiu, od dwudziestej pierwszej minuty straciłaś głos w filmie...
Nosz kurcze, nie mam szczęścia do tego nagrywania. Teraz synek wymienił mi kartę w telefonie na taką długaśną i zobaczymy, jak mi następnym razem pójdzie nagrywanie.
A dzisiaj... dzisiaj skończyłam album pudełkowy wg tutoriala Kasi Gruszy i jestem dumna z siebie bardzo. W pudełku 16x16 cm zmieściłam sześć rozbudowanych kart, gdzie zmieści się sporo zdjęć:






Zdjęć dużo, bo moja córeczka skwitowała dosadnie mój karton  pracami:
- Mamo masz zaje...ty talent. Zrobisz mi album taki ślubny?
- Teraz już mogę córcia, ale zrobisz mi zdjęcia kartek?
- Jasne, te albumy do tyłu też trzeba obfotografować i sprzedać może?

- Chciałam je dać w szpitalu na ten świąteczny kiermasz, żeby zasilić ciupek fundusz onkologiczny, tyko nie wiem jak to ogarnąć....
 - Tam nie zapłacą ci za pracę.
- Wiem, ale tak właśnie chcę.
- I tak zrobimy, spoko. - kończy moje kochane dziecko.
No a dzisiaj mam kolejne zamówienie za pieniążki.
- Twoja żona zrobiłaby mi album na rocznicę ślubu moich dzieci?
No i będzie fajne wyzwanie dla fajnej młodej pary. I tak to się toczy, a w międzyczasie kartki okolicznościowe, mix media i dojrzewam do zrobienia torby z filcu, dużej, konkretnej takiej dla zwariowanej kobiety uczącej się. Pomysł dojrzewa w mojej głowie i zajmuje godnie myśli. Ciągnie mnie do wełny mocno, ale ręce później bolą jak cholera. Pewnie dlatego odsuwam podświadomie ten element mojego hobby... chociaż tęsknię.... A na razie maltretuję kartki świąteczne bo potrzebuję ich dużooo, bardzo dużooo i jeszcze więcej...






 No to sobie popisałam bez marudzenia, bo teraz jest czas bez raka i z niego korzystam w pełni. Co prawda są miejsca gdzie się sypie i zgrzyta, ale to samo szybko się rozwiąże, a przynajmniej tak myślę.
Pomyślałam sobie że chciałabym wrócić do domu i żyć w normalnych warunkach, ale normalnością w moim kraju nazywa się paranoję, a rozsądne głosy uważa za brednie nie do zrealizowania, więc po prostu zostanę w tym normalnym miejscu pośród normalnych ludzi, gdzie jutro obudzę się rano, wezmę tabletkę na moje stany lękowe i będę cieszyła się kolejnym dniem, czego wszystkim życzę.