6 października 2016

A życie toczy się dalej.


Wczoraj od rana moje dzieci ruszyły do Londynu. Czas był już najwyższy uporządkować sprawę dokumentów i niech leżą wszystkie aktualne bo trudno powiedzieć co przyniesie nowy rok. Maciek przygotował auto do drogi, Malwina zebrała wszystkie potrzebne dokumenty i w trójkę ruszyli do Ambasady Polskiej w Londynie. A ja zaciskałam kciuki, żeby wszystko udało się załatwić za jednym razem bo zdjęcie Dominice do paszportu robiłyśmy z córką na szybko, nie dość że wg instrukcji wyszukanej przez Maćka, to jeszcze z dzieckiem, które świetnie się bawiło naszym przejęciem. Na szczęście wszystko zostało przyjęte i zostało poczekać na odbiór paszportów. Później trochę zwiedzania najważniejszych miejsc w centrum Londynu i powrót do domu. A ja w tym czasie przypomniałam sobie o obiecanej kartce i dokończeniu opakowania na płyty ślubne z ostatniego ślubu przesympatycznej pary. No i kartki co prawda pokazać nie mogę, ale opakowanie płyt już tak:



Ślub był biało czerwony, z różami i sukienkami druhen czerwonymi jak krew. Nie wiem tylko jakim cudem moja córka natrzaskała trzy pełne płyty zdjęć.... no i musiałam trochę rozbudować pudełko.
Przy okazji kupiłam narzędzie do robienia kopert i to był bardzo dobry zakup.
No i mogę pokazać moje miejsce do scrapowania. Co prawda cały czas jeszcze nad nim pracuję i ulepszam je, ale już jest wystarczająco wygodne, żeby sobie w wolnej chwili tu usiąść i wyłączyć się z wszystkiego w około skupiając się tylko n papierowym tworzeniu.


Skarpety Mikołaja już zakupione i czekają na wenę twórczą. Oczywiście zdobyliśmy obudowę kominka i mąż zabrał go na warsztat, żeby doprowadzić go do idealnego stanu pasującego do naszych gustów. W tym roku będą święta w stylu polsko-angielsko- amerykańskim z elementami Norfolskimi. Dlaczego tak? Bo my właśnie tacy jesteśmy i nie będziemy z tym noc robić.