14 września 2016

Nawet pisać mi się nie chce.

Hurrraaaa!!! Upały minęły, przynajmniej na kilka dni i od razu pracuje się lżej i przyjemniej. Co prawda nadal prześladują mnie uczulające drobiny wziewne, które czasem trzymają kaszelek aż do wytrzeszczu. Co prawda pościel okazała się tym punktem zapalnym wywołującym wilka z lasu, a za nią poszła nowiutka narzuta i od razu zrobiło się lżej na płucach, ale trzeba poczekać, aż te wszystkie podrażnienia się zagoją i ustąpią, a stanie się jasna twórczość.
Mój pokój od kilku dni wygląda jak po wybuchu kilku granatów. Czyli nadal udoskonalam miejsce do pracy oczywiście równocześnie tworząc drobne pomysły na bieżąco. Inaczej nie potrafię i pewnie dlatego jeszcze jakiś czas będę mieszkała w leju po wybuchu, a w około będzie kilka stanowisk twórczego artyzmu. Ale i tak już się cieszę na wynik końcowy tej rewolucji, bo miejsce do pracy będę miała wygodne, a wszystkie media i narzędzia w zasięgu ręki co jest najbardziej pożądane i oczekiwane.
Od poniedziałku jeździmy w nowe miejsce na angielski. Grupa będzie bardzo zróżnicowana z pochodzenia więc będzie bardzo ciekawie. A na razie robiłam projekt mojego pokoju i już jest zrealizowany. Mam prawie porządek w przydasiach i mnóstwo pomysłów na kolejne przydasiowe porządkowanie.
Piszę notatkę z przerwami już któryś dzień. Upały wróciły, ja jestem po przemeblowaniu pokoju. Co prawda jeszcze sporo rzeczy jest do zrobienia, ale już bliżej niż dalej do końca. Co prawda od wtorku będzie kładzenie podłogi w living room, ale z maszyną do cięcia paneli pójdzie szybko. Płytki przed kominkiem już zmienione, a wszystko to pod naszą wygodę i świąteczne pomysły, które w naszych głowach lęgną się jak grzyby po deszczu. Mam dość już tej notatki, na dzisiaj koniec i wracam w mokre prześcieradło.