1 maja 2016

Święto Pracy pełne pracy.



No to odpoczywam sobie. To był taki dzień bardziej wymagający od nas wszystkich zgrania. Malwina dzisiaj wróciła po nocce do domu. Chwila odpoczynku i szykowała się na zdjęcia 'komunistów'. Maciek od wczoraj w pracy miał wrócić dzisiaj koło 15-tej, a Jurek jechał na 15-tą. A my z Dominiką na pokładzie od wczoraj właściwie grałyśmy pierwsze skrzypce. No to jak już pokiwałyśmy mamie, to mogłyśmy sobie pomalować obrazki, porobić kartki, posiedzieć w ogródku i pograć w minecraft. Mi udało się uniknąć kolejny raz nauki tej gry, bo Dominika woli babciowe kotlety, więc urwałam się z lekcji minecraft bezkarnie do kuchni :))
Maciek po drodze z pracy zrobił mi zakupy takie z długą listą życzeń, Jurek przed pracą pomógł wywiesić pranie i kiedy moje zmęczone dziewczę wróciło ze zdjęć to w domu było już czysto, z jedzonkiem, nakarmionym dzieckiem i ogarniętym domem. Maciek wpadł z zakupami i wyrwał mi sprzątanie kuchni po obiedzie i tym sposobem mogliśmy sobie usiąść i w spokoju wypić kawę. A wieczorem Malwina znowu do pracy, a my z Maćkiem i Dominiką na pokładzie rządzimy w domu, a raczej oddaję berło w Maćkowe ręce i sobie odpocznę. I tak minął nam 1 maja, czyli Święto Pracy.

I wiecie co... kocham właśnie takie życie, kiedy moje dzieci po powrocie do domu przytulają i mówią, że nie musiałam, ale to takie pyszne i dobrze, że możemy zawsze na ciebie mamo liczyć. Bo mogą, ale miło, że to zauważają i doceniają. Ja też mogę na nich liczyć i pewnie dlatego tak dobrze nam z sobą się żyje. Dziwne? Dla mnie to nie tyle dziwne co bardzo zaskakujące doświadczenie. Zawsze myślałam, że najzdrowszy układ to każda rodzina pod swoim dachem, a teraz nie chce mi się tego co jest, w żaden sposób zmieniać.