22 kwietnia 2016

Żegnam raka na co najmniej cztery miesiące, a najchętniej na rok.

Otwieram oko i delektuję się tym porannym świergotem domu. Za oknem kosy uczą młode latać, moja córka i wnuczka szykują się do wyjścia, a ja wspominam wczorajszy dzień. Delektuję się każdym słowem:
- Wszystko wygląda bardzo dobrze, ta jedna blizna była przyczyną krwawień, trzeba nad nią popracować. Możecie poczekać? Nie mam jeszcze wyników MRI, ale postaram się zaraz dostać. -
Telefon....
- Yes, yes, ok, yes, - i tak w kółko, a moje ciśnienie zaczyna wariować bo MRI ma wykluczyć jakiekolwiek komórki rakowe. No i wreszcie mój doktor uśmiecha się szeroko, jak nigdy dotąd i mówi, że wszystko jest w najlepszym porządku. Guz znikł tak jak zakładał, więc teraz przez rok mogę spać spokojnie, bo kolejne MRI za rok, a wizyty kontrolne teraz co cztery miesiące. Oczywiście z każdymi wątpliwościami mam dzwonić i teraz temat diety.
Przede wszystkim obserwować siebie i reakcję na różne jedzenie. Wiem już, że zielone warzywa uspakajają jelita, a smażone mięso pobudza je. Więc obserwacje idą we właściwym kierunku. Raka nie zwalczają zioła, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby używać ich w kuchni. No to już wiem, że zdrowa kuchnia w naszym domu zostaje na zawsze. Zdrowa, co nie znaczy wyjałowiona i niesmaczna. Bardzo lubimy, jaja, warzywa, owoce ale i ryby i mięso. Ciasto bywa ale bez przesady, tak samo jak czasem i fast food w wersji domowej, bo i my lubimy pizzę i ser. Ja szczególnie cheddara w odmianach ostrych. Hurraa, jest szansa że nauczę się go robić.. Nawet mogę po cichutku sobie planować zwiedzenie Szkocji i oglądanie wielorybów. Na razie delektuję się spotkaniami z przyjaciółmi i czas zaplanować wyjazd nad morze. Powoli zaczynam wierzyć, że urwę się temu skorupiakowi ze sznurka i będę mogła patrzeć na rozwój mojej wnuczki..... A jest na co patrzeć....
Więc raka żegnam na cztery miesiące i wracam na łono rękodzieła. Co prawda leki na dobry humor zostają ze mną, bo sama widzę, że pomagają mi utrzymać dystans do tej choroby. Ale muszę przegadać temat z moją pani doktor i pomyśleć nad dobrym momentem na rozstanie się ze wspomagaczami medycznymi. Nadzieja ma rację bytu i zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby stała się faktem.