16 kwietnia 2016

Poniedziałek.

Mija weekend a ja wolna jak ptak z moimi dziewczynami. Chłopcy pracują, więc mamy babski weekend co nawet bardzo mi się podoba. Pogaduchy, gotowanie lekkiego i babskiego a na deser craft w gronie wybitnie babskim.
Wynik:



A wieczorem rządy z wnuczką. Czyli bajki na dobranoc, czytanie bajek po polsku przez babcię, po angielsku przez wnuczkę i nauka gry w minecraft. Niezmiennie ta gra jest numerem jeden na tablecie wnuczki, komórce córki i moim tablecie. Do tego obowiązkowo mamy zespół poradników. Opłacało się, bo te książki wnuczka czyta ze zrozumieniem i wertuje bez żadnego zachęcania z naszej strony. Pewnie dlatego w kajecie do kontaktów na linii rodzice-szkoła są same pochwały postępów w czytaniu i liczeniu. Właściwie mnie to wcale nie dziwi, bo każdy siada z nią i albo czyta z nią, albo ona czyta, albo rodzice czytają, a ponieważ dziadkowie nadal uczą się angielskiego to ma komu udowadniać swoją wiedzę na polu fonetyki i dykcji. Nie ma lekko, A dzisiaj córka wypatrzyła 
A dzisiaj z rana wrócił z pracy synek i należało pojechać po elementarne zakupy. Finał mam taki, że dostałam nowe literki, Wykrojnik do kwiatków i mogę dalej bawić się w kwiatki do kartek.  Muszę zająć głowę czymś twórczym co potrafi odgonić natrętne myśli. Jeszcze tylko 3 dni niepewności i .... zobaczymy co dalej. Żyły wróciły dość przyzwoicie do normy więc nie jest źle. A ja nadal mam nieziemski apetyt na zielone i owoce wszelkiej maści, których tutaj nie brakuje.  
 A ja na zmianę trenuję rękę do rysunku, wnuczka bardzo pomaga wymyślaniem, co mam jej narysować, na zmianę z malowaniem akwarelkami, co bardzo odpręża i pozwala się zdystansować do tego co przede mną.

Czy jest mi źle? Jest mi bardzo dobrze. Na wszystko co w około mnie patrzę z zupełnie innej perspektywy. System wartości uległ metamorfozie, a ja sama mogę powiedzieć, że jak na razie szczęście mnie nie opuszcza.





I oby jak najdłużej tak było...