12 lutego 2016

Depresja? Pokonana i zwyciężona, choć nie zakopana.

Słyszeliście taki tekst:
- To niesprawiedliwe, że własnie ciebie to spotkało. Dlaczego ciebie, a nie tego wrednego?
No kurde blade, normalnie nóż w kieszeni mi się otwiera na te sprawiedliwe niesprawiedliwości. Widzieliście sprawiedliwe życie? Ja nie, często mądrzy mają pusto w portfelu, a durnie kupują aparat za grubą kasę i robią ohydne zdjęcia, bo ich talent nie sięga nawet podeszwy. No ale nikt nie obiecywał nam sprawiedliwego życia, zdrowia w nagrodę za zdrowe żarcie i genów mocnych tak, że zwalczą każdą przeszkodę. Ja twierdzę, że lepiej że ja, a nie moje dziewczyny czy najbliżsi, bo trudniej byłoby mi zaakceptować chorobę u najukochańszych osób, a ja ze swoim choróbskiem sobie poradzę. Już pomijam taki fakt, że ja już sporo widziałam i przeżyłam, a one mają jeszcze świat do podbicia i zdobycia, więc i tak nie jest źle.
A ja ....  dzisiaj załapałam info o angielskim raz w tygodniu, z rządowych dotacji i do tego blisko, więc wieczorkiem będę sobie podjeżdżała, albo ktoś mnie podrzuci z domku. Aż mnie nosi, od jutra zaczynam zakuwać słówka i czas wrócić do ćwiczeń. A miło, bo z ciepłym czasem będę mogła maltretować Lizę i ćwiczyć intensywniej. Założenie jest takie, żeby nauczyć się angielskiego tak, coby bez problemu rozmawiać z tubylcami.
To dziwne, ale właśnie wtedy kiedy ilość zadań do wykonania rośnie, we mnie wstępują dodatkowe pokłady siły i woli do działania. Inna sprawa, że biorę leki, a one robią swoje. Nie wierzcie, że można dać radę depresji po diagnozie, ostrej terapii i wszystkiemu co w około raka się dzieje. Na szczęście ja już na początku stanów depresyjnych, kiedy nie potrafiłam zasnąć, kiedy włączyło się zgrzytanie zębami przez sen aż do krwawiących dziąseł, a łzy cisnęły się do oczu przy byle okazji, trafiłam w bardzo dobre ręce i teraz funkcjonuję właściwie normalnie. Wiadomo, że życie jest inne i bywają dolegliwości dość uciążliwe, ale mam do nich już właściwy dystans i potrafię sobie z nimi radzić. Nie zwalają mnie z nóg, a po prostu zmieniam plan dnia i akceptuję, że zamiast zabawy w malowanie jedwabiu, czy robienie albumu leżę z tabletem, książką i notesem w łóżku, korzystając z pilota i lenistwa na poziomie lenia giganta, bez jakiegokolwiek nawet minimalnego poczucia winy. Tak po prostu musi czasem być, żeby szybciej wrócić do pionu i znowu robić to, na co ma się wielką ochotę.
Napiszę coś jeszcze o lekarzach onkologicznych... To prawda, że trzy
mają dystans z pacjentem. Mojego lekarza długo oswajałam, bo kiedy nie mam z lekarzem kontaktu, to strasznie trudno zaakceptować mi jego zalecenia. Dlatego po którejś dość chłodnej wizycie, ale już z podaniem ręki i spojrzeniem wreszcie w oczy udało mi się przekonać go, że biorę pod uwagę śmierć przed czasem i zrobię co prawda wszystko żeby ten czas przesunąć najdalej nosem jak się, ale już sobie to w głowie poukładałam, po planowałam i akceptuję to, co przyniesie los. Teraz pielęgniarka prowadząca ma luz, bo lekarz potrafi odpowiadać na moje trudne pytania, a zadaje tylko te na kilka miesięcy do przodu. Nawet jeśli chce mi naświetlić coś więcej, stopuję bo nic w tym temacie nie jest pewne na 100%, a gdybanie zostawiam mojemu najlepszemu lekarzowi z całej onkologii, bo on mi nie zostawia miejsca na panowanie leczenia. Wszystkie badania zabukowuje zanim o nie zapytam, prowadzi mnie po sznurku osobiście i zaczynam czuć się na tyle bezpiecznie, na ile można czuć się bezpiecznie z rakiem na pokładzie, a właściwie bez raka bo teoretycznie nie mam, a praktycznie w kwietniu znowu zostanę zeskanowana od czubków włosów do palców u nóg, żeby wykluczyć jakiekolwiek przerzuty. Kiedyś zadawałam sobie pytanie:
- I co dalej? - a dzisiaj już wiem, że nikt z nas żywych nie zna tak naprawdę odpowiedzi na to pytanie. Żyjemy, funkcjonujemy i to się dzisiaj liczy, a co przyniesie jutro to się okaże jutro. Planowanie elastyczne sprawdza się u mnie najlepiej, kilka planów awaryjnych i cel główny: być babcią dla wnuczki taką, którą będzie ciepło wspominała, być matką dla moich dzieci jak długo się da, żeby czuli się pewnie i rozpędzili się w swoich planach tak jak założyli. A ja.... żeby mogła robic to co lubię najbardziej.... Moi najbliżsi wiedzą, a z czasem będzie co ma być.

1 komentarz:

  1. Oj, to prawda. Z lekarzem trzeba mieć kontakt, aby móc mu zaufać. Pozdrawiam cieplutko.
    furtka11.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Będzie miło jak skomentujesz :) Dziękuję :)