17 stycznia 2016

Project life w toku.

Dzisiejszy dzień obudził mnie resztkami śniegu z nocy na dachu i na trawniku. Nie ma się czym cieszyć. Wygląda na to że śnieg do nas nie dotrze w tym roku w ilości zadowalającej saneczkarzy moich kochanych. Obejdziemy się smakiem i pewnie będzie trzeba pomyśleć o jakiś wakacjach ze śniegiem. Grenlandia kusi ;))) Na razie jednak zabrałam się za project life i powybieram zdjęcia z zeszłego roku, bo wtedy cały czas chodziły mi po głowie myśli, że trzeba wreszcie jakiś namacalny album zrobić dla Dominiki, żeby mogła za kilka lat przypomnieć sobie ten czas i miała w czym pogrzebać szukając swoich korzeni. Na razie kilka kartek foto z kilku miesięcy zeszłego roku widzianych moimi oczyma. Od jutra układanie dat wg komputera i można bawić się w album. Pewnie popełnię pełno błędów, które tak faktycznie będą bez większego znaczenia, ale nauka to szukanie lepszych drug i sposobów, żeby każdy kolejny krok i projekt był lepszy i ciekawszy. Bez ćwiczeń nie ma postępu. Bez błędów nie ma perfekcji ani drogi do niej. 
 

 A ja mam ochotę na kilka pomysłów do zrealizowania i udokumentowania dla wnuczki i moich dzieci. Wolno to idzie, bo równocześnie męczę książki z przepisami po angielsku i testuję niektóre przepisy w kuchni. Ostatecznie nie będę opisywała czegoś ledwie przeczytanego. Więc plan na nowy tydzień to sprawdzić smak zupy z kraba z Cromer wg przepisu z 1903 roku, kiedy to nie było bogato i biedacy w Anglii jedli ostrygi, kasztany jadalne i langusty. Dziwnie się ten świat zmienia ;)))