9 stycznia 2016

Chwileczka bez deszczu w styczniu.

Ale sobie pospałam :) Ten dzień po dobrej wizycie jest bardzo rozprężający. To nic, że wszystko jest płynne, że może się nagle zmienić. Najważniejsze jest dzisiaj i tutaj. Jest pięknie. Nawet słońce wyszło zza chmur i pokazało piękno środka naszego bliskiego świata. Aż chce się żyć. A żyć się chce, bo Joanna obiecała mi wysłać książki ks. Jana Krzaczkowskiego. To irytujące, że te książki nie mają wersji na tablet, ale irytacja powoduje poszukiwanie dróg wyjścia, a u mnie wyjście zostało mi podane na tacy, aż podskoczyłam na fotelu, bo już zastanawiałam się, czy nie wykombinować jakiejś karkołomnej akcji, a tu będę miała i wreszcie przeczytam.

W sieci przeczytałam tylko jak wygląda z bliska śmierć. Jak umieramy i jak nasz organizm wyłącza się po kolei z życia. To też dobrze wiedzieć, żeby oswoić temat i przestać się bać. Nie nie, nie wybieram się na drugą stronę i zamierzam długo żyć, ale żyć świadomie, żyć z rodziną, a nie dla niej. Realizować własne cele we własnym tempie i z własnych pomysłów i co dziwne, coraz lepiej  mi to wychodzi, a i moje dzieci coraz lepiej i bardziej twórczo podchodzą do życia i do rodziny. Było warto wsiąść w samolot i przylecieć tutaj ryzykując wątpliwy spokój, stabilizację i samotność. A tak mam wsparcie, czasem robię za wsparcie, ale mam tak dobrą rodzinę, że coraz mniej tęsknię za krajem, czasem tęsknię za przyjaciółmi, za spotkaniami z dziewczynami i wspólnymi twórczymi wyjazdami na plenery. Ale myślę, że jeszcze poukłada się tak, że plenery będą znowu dostępne.


A dzisiaj od rana polerowanie i sprzątanie naszych zabawek, bo może wreszcie deszcz przestanie padać i będzie można ruszyć na jakiś plener w ciekawe miejsce...Zobaczy się rano :) A na razie Jurek kończy podłogę w biurze i chyba zabiorę się za projektowanie mebli, a raczej prostego regalu z biurkiem i miejscem na cały sprzęt. Temat mariny ciągnie za sobą tyle zmian, że .... będzie pięknie :D