25 grudnia 2015

Wigilia 2015

Wigilia od rana, choinka ubrana, nastrój cudowny, dzieci mam w domku dzisiaj, aż do jutra wieczór. Jestem szczęśliwa, chociaż zmęczona jak to w święta każda kobitka ma. Za oknem albo pada deszcz, albo świeci słońce, a temperatura na termometrze dobrze powyżej 10 stopni.  W całym domu mamy już świąteczny nastrój. Jest tak bardzo uroczyście i to nie ja w tym roku dbałam, żeby ze wszystkim zdążyć. Dzieci planowały, robiły zakupy, układały menu, a ja tylko pomagałam przy tzw tradycyjnych potrawach, żeby pokazać, jak wydobyć ten nasz domowy smak potraw, żeby za rok czy dwa potrafili sami go osiągnąć i mogli powiedzieć, że to smakuje tak jak w domu, tak jak zawsze w czasie świąt.
Ktoś twierdzi że my agnostycy, niewierzący czy katolicy niepraktykujący chociaż ujmowani często w statystykach jak chce nam się dowalić nie mamy prawa do świąt bez religijnej obudowy.... A ja odpowiem tak prosto.... czy mają prawo do świąt Bożego Narodzenia w takim razie Ci co każą uchodźcom zamknąć drzwi przed nosem do Wigilii? No ale nic to, niech każdy sam sobie odpowie na trudne pytania bo ja dzisiaj korzystam z drugiej linii. Smakuję, podziwiam, cieszę się z prezentów, pomagam wnuczce rozpakowywać jej prezenty. Próbuję nawet zrozumieć, co mówi Elizabeth. Wspaniała, ciepła kobieta i nasza sąsiadka w jednej osobie. Jej, jak ja mam dobrze!!! Córka ugotowała cudowny barszcz bez jednej mojej podpowiedzi, z tematu bigos mogę nazywać ją wirtuozem bigosu, a śledziki w jej wydaniu to niebo w gębie. Pierwszy raz mam taki wewnętrzny spokój, nie muszę się spinać, żeby wszystko było ciepłe i o niczym żebym nie zapomniała. Łażę sobie tylko po domu i uspakajam, że wszystko jest idealnie, wzorcowo i tak jak ja nigdy bym nie zrobiła sama. Dumą napawają mnie moje dzieciaki, a najmłodszej gębunia się nie zamyka. Najpierw jest długie opowiadanie o Pony po angielsku, po chwili wejście na schody i zmiana tematu na nasze koty tym razem po polsku, żeby za chwilę wrócić do Merry Christmas i oczywiście angielskich piosenek. I tak już czwarty dzień. Po prezentach, kiedy liczyliśmy już na trochę ciszy zaczęła się zabawa lalkami i dialogi między nimi tak pełne ekspresji, że przyszłam sobie poleżeć. Mam nadzieję, że za rok będę mogła znowu świętować w rodzinnym teamie, oby się udało.










Podsumowanie Wigilijnej kolacji:
1. Łosoś zamiast karpia to bardzo dobry pomysł, zwłaszcza że ceny tych dwóch gatunków tutaj są odwrócone;
2. Barszcz z własne kwasu buraczanego i pomysłu mojej córki jest przepyszny, a dodatkowo daje taki komfort leniuchowania z kartkami;
3. Po pełnych dwóch latach mieszkania w Anglii muszę powiedzieć, że mamy fantastycznych sąsiadów, podobnych mentalnie do nas i pewnie dlatego jakoś szybciej następuje integracja. A mam z czym porównać, bo w kraju zmieniałam miejsce zamieszkania kilkanaście razy z rodzicami i kilka z własną rodziną;
4. Pomimo dwóch lat mieszkania trzech pokoleń pod jednym dachem, co wszyscy nazywają hardcore'm my nazywamy racjonalnym i pozytywnym pomysłem. Wnuczka ma dziadków, dzieci mają trochę swobody z czasem wolnym wiedząc, że w domu zawsze ktoś ogarnie rzeczywistość, ja mam kochane dzieci, które zawsze dowiozą zakupy i załatwią to o co poproszę, dbają o nas a my na ile sił i czasu staramy się pomóc i to chyba działa nieźle, żeby nie zapeszyć mówiąc idealnie;
5.  Mikołaj w tym roku docenił najgrzeczniejszych w rodzinie ;) Dominika wygrała oczywiście bezapelacyjnie, ale drugie miejsce zajęłam JA! Dostałam cudownego big shot'a w wersji A4 i cały pakiet laserowy do zmarszczek; pewnie się starzeję, ale to mało istotne bo powłoka jest lepsza niż zawartość, której na szczęście nie widać.
Pieczenie indyka i co mi wpadnie jeszcze do głowy opiszę jak powycinam Gosi moje wzorki z wykrojników i zapakuję do wysłania.
A wszystkim życzę dzisiaj ciepła w rodzinnej atmosferze z drobnym smakowaniem samych pyszności, przy miłych rozmowach.