2 października 2015

Wnuczka, moje szaleństwo.

W kalendarzu jesień, za oknem piękna złota jesień, a my leniuchujemy od świtu. Znaczy tak do dziesiątej dzisiaj leżymy sobie z wnuczką i gadamy o szkole, crafcie i czy rodzice wreszcie wyzdrowieją z tej grypy. Kiedy już pupa i plecy mówią: dość!! trzeba wstać, ubrać się i idziemy działać na dole. A ta.... tata zostawił niespodziankę!!!! Ogromny karton, dwa razy większy jak ten po ruskim rubinie. Bez pomocy nie da się do niego wejść. Więc sposobem najmłodsze zdobywa karton i już z środka woła:

- Babcio, babcio wytniesz mi drzwi i okna. Ja narysuję! - Jasne, że wytnę. Przecież wiem, że dzisiejszy dzień będzie luzacki, wystarczy tylko podrzucić trochę papierów, mazaki i będzie bardzo twórczo.
Po poklejeniu dachu, wycięciu okien i drzwi w domu zapanowała cisza i tylko czasem pod nosem ktoś sobie podśpiewywał raz po angielsku, raz po polsku o rodzinie, domku, kwiatkach i kotkach...
A ja mogłam sobie spokojnie wypić kawę i zająć się kolejnym albumem....
Moja wnuczka to najcudowniejsze dziecko pod słońcem. Wiem, wiem, każda babcia ma najcudowniejsze wnuki i kocha je do szaleństwa. No prawie każda babcia, bo znam takie co nie są... No ale mam myśleć pozytywnie i cieszyć się życiem, więc bardzo się staram żyć jak najnormalniej w nienormalnym świecie, chociaż źle myślę, bo ten świat najbliższy jest bardzo normalny, bardzo spokojny i bardzo szczęśliwy. A przynajmniej robimy co w naszej mocy, żeby był szczęśliwy.
A za pasem Halloween ;))