24 maja 2015

Szyneczka bez piętki.

Chodzi mi po głowie bajka, przypowiastka gdzieś przeczytana i wraca ostatnio dość często:
Żona szykuje świąteczną szyneczkę i tak ją pięknie obraca w przyprawach, a mąż siedzi i przygląda się tej misternej pracy. Nagle żona bierze ostry nóż i obcina z obu stron po kawałku szyneczki i wrzuca je do bigosu. Mąż patrzy lekko zdziwiony i pyta:
- Dlaczego obcięłaś szyneczkę z obu stron?
- Tak robiła moja mama. 
- A dlaczego ona obcinała szynkę? - drąży temat mąż.
- Nie wiem....
No to mąż pozbawiony jakichkolwiek zajęć domowych dzwoni do teściowej i pyta o powód obcinania szyneczki. Dostaje krótką, treściwą odpowiedź:
- Tak robiła moja mama.
No to mąż drąży temat dalej, dzwoni do babci i pyta:
- Babciu powiedz mi co jest z tą szyneczką, że obcinałaś ją z obu stron? 
A babcia na to:
- A bo syneczku ja miałam taką małą brytwanienkę, że cała szyneczka nigdy nie chciała mi się w niej zmieścić.....
No i wszystko jasne. Zdarza Wam się robić coś, co robili rodzice, co tak naprawdę nie ma dzisiaj sensu, ale powtarzacie to, bo .... tak robili nasi rodzice?
Dlaczego dzisiaj dopadła mnie ta bajka? Bo kiedy mam więcej czasu i mogę się zastanowić nad sensem niepotrzebnych czynności, to zamiast pchać owoce w słoiki i zasypywać cukrem, wolę je zjeść na surowo, bo zdrowiej. Zamiast zastanawiać się co powie ktoś na ulicy na moje spodnie w kratę, po prostu kupuję kolejne spodnie w kratę, kwiatki czy kropki, bo lubię i czuję się w nich najlepiej. Bo na słowo nie wypada w Twoim wieku, idę na całość i kupuję kolejny obiektyw nazywany: "nie wypada 60-tce". Kiedy ktoś daje mi wybór, albo żyj krótko z rakiem, albo wracaj i zajmij się.... to po prostu żyję każdym dniem z radością istnienia i nie myślę o jutrze. Nie rozpamiętuję tego za mną i nie skupiam się nad tym, co przede mną. Żeby to zrozumieć, musiałam dostać obuchem w głowę i przeformatować swoje życie. Dzisiaj żyję dniem dzisiejszym, tu i teraz. Nie zapominam o elementarnych obowiązkach wobec siebie, ale też nie robię z nich gwiazdy wieczoru. Mam jeszcze sporo do zrobienia, więc na dzisiaj koniec pisania. Ale coraz mniej problemu sprawia mi wracanie do bloga i pisanie tutaj. Ekshibicjonizm? Nie sądzę, raczej stan umysłu w którym już nie muszę być idealna, odpowiedzialna i wzorcowa. Wystarczy, że jestem.
Ostatnio znalazł mnie mój przyjaciel z dzieciństwa. Podstawówka, średnia, codzienna droga do szkoły dwóch kumpli. I kiedy zadzwoniłam na podany przez pośredników numer (swoje polskie numery polikwidowałam) usłyszałam:
- Jak dobrze, że dzwonisz. Jak ja się bałem, że się obraziłaś.
- Dlaczego miałabym się obrazić?
- Nie wiem, ale Ty zawsze byłaś wzorcowa, oddzwaniałaś i w ogóle...

Kurcze on ma rację.... Na szczęście już nie jestem wzorcowa i cieszę się z tego niezmiernie.
Wam też radzę, zanim nie jest za późno, zrezygnować z bycia ideałem, bo ideały to jelenie wykorzystywane przez otoczenie. Nie warto i mówię Wam to ja :D
Na koniec mój nieidealny drugi album, jeszcze nie skończony, ale czekam na kilka fajnych rzeczy, więc niech sobie też ze mną poczeka:

 

A teraz znikam bo dzisiaj mam do dokończenia wyposażenie klatki dla mojej dwójki burunduków płci żeńskiej. Będą dwie panienki. A dwie dlatego, że nie mogłam się zdecydować czy ma być biały burunduk, czy naturszczyk brązowy. Jak skończę może coś nasmaruję, bo dzisiaj będzie więcej odpoczywania niż pracy.