5 marca 2015

Dzień jakich wiele przede mną.


Dzisiejszy dzień zaczął się na ostro. Domi na dziewiątą do szkoły, a my na 9:30 w szpitalu na drugim końcu miasta. Na szczęście Maciek na urlopie i ze spokojem miśka odpowiadał, że wie o wywiadówce, że tak odprowadzi Dominikę i że tak, kluczyki Mal masz w torebce. No i ruszyłyśmy z kopyta machając w okno dziecku, które zabraniało Maćkowi pomachać do nas. No cóż, Domi jest na etapie, to jest moje i wara wszystkim od mojego. Na szczęście szybko lustruje rzeczywistość i słodkim uśmiechem pokazuje, że skoro zostałeś mi tylko ty, to zawieram pakt o współpracy i patrzę ile z tego paktu wygram dla siebie. Ta mała zawojuje świat i nie jeden facet przez nią zapłacze.

No ale jedziemy na radioterapię, po drodze mijamy "mój cmentarz". A mój bo kiedy pierwszy raz przyjechałam do Norwich i dzieci zabrały mnie na objazd miasta, żeby mnie przekonać, że tu się świetnie żyje, to przejeżdżając koło tego cmentarza Domi z gestem zwróciła się do mnie:
- Babciu, a to to wszystko jest dla ciebie. 
A za oknem właśnie mijaliśmy cmentarz po obu stronach drogi ;))) Wszyscy zamarli z wrażenia a mnie ogarnął śmiech bo cmentarz był piękny i zabytkowy a ja lubię cmentarze. Za ciszę, ten spokój a angielski cmentarz za zadumę i naturalną kolej rzeczy. Tutaj dopóki płyta stoi to nikt grobu nie usunie. Płyty które się przewrócą i nikt nimi się już nie opiekuje samoistnie wnikają w ziemię. Cmentarze to miejsca pamięci, ale i historii. Angielskie cmentarze są piękne.


No ale mijamy ten 'mój cmentarz' i aleję pełną storczyków i dojeżdżamy do szpitala. Miejsce trafione, blisko wejścia, parking prawie pełny, ale chwila i już jesteśmy kilka minut przed czasem. Wchodzimy do poczekalni i próbuję usiąść a tu słyszę swoje imię i prostuję się oglądając, że jak to tak można nie dać pupy posadzić. Ludzie w poczekalni zaczynają się śmiać a ja grzecznie truchtam za technikiem. Nawet nie chcą mnie przepytać z adresu i daty urodzenia, tylko biegusiem pidżamka skarpetki i do maszyny. Ustawianie, cyrklowanie i już. Ale w miedzy czasie dzisiaj podchody. Pojawia się co chwila Miriam i przykleja mi jakieś kółka do pomiaru ile dostaję tych dawek promieniowania i czy wszystko się zgadza z zapisem lekarza. No dobra, nie było źle. Nawet w miarę szybko się skończyło. Ubieranko i już mi córka zdaje relację, że mama byłaś kontrolowana czy wszystko dostajesz jak w zapisach, więc dzisiaj zdjęcia maszyny nie będzie, ale jak już skończą kontrolę i życie wróci do normy to zrobię Ci fotkę w tym kombajnie zdrowia. Muszę przecież znać parametry tego ustrojstwa które ma zagwarantować mi najbliższe pięć lat życia, a jak się da to i więcej przyjmę w posiadanie ;) Jeszcze tylko tabletka na pawie stado i mogę odpoczywać. Co prawda pawia żadnego jeszcze nie widziałam, ale jak kazali trzy dni pilnować pawi to pilnuję grzecznie.
Muszę opracować kilka polskich przydatnych słów na najbliższą chemię, Wszelkie podpowiedzi mile widziane.