26 listopada 2014

Krótko i nie na temat

Jutro spotkanie z przeznaczeniem i nie będzie łatwo. Radiologia, chemia, operacja i powtórka radiologii i chemii. Szanse są mało zachęcające.

Jakby tego było mało, to ktoś dał się poznać z najgorszej strony i zostało mi spuszczenie zasłony milczenia na takie ambitne teksty, niby odpowiedzialnego człowieka.
Nie martw się szanowny Panie, nie musiałeś się mną przejmować do tej pory, teraz tym bardziej sobie odpuść. Szkoda Twojego i mojego czasu na udawane uprzejmości.

Dzisiaj dzieciaki miały wolny dzień, rano tylko kopia wyników i nie miałam siły ich czytać, a wynik histopatologiczny był tak zeskanowany, że bez powtórnego wydruku nie narażę nikogo na próbę przeczytania tego śladu proszku z bardzo oszczędnego ksero. Bardziej oszczędnie wyszłaby tylko biała kartka. Pytania na jutro mam gotowe. Nie wiem tylko jak zasnę, a przydałoby się wreszcie pospać, bo do Halloween mogę nie dotrwać z tą maską zombi ;)
Pogodę za oknem mamy prawdziwie angielską, ale siedzenie w domu zaczyna mnie przytłaczać i musiałam wyjść między obcych ludzi, do sklepów i zwyczajnie po dotykać książek, ciuchów i pogapić się bezmyślnie w Martensy na wystawie :))  Może powinnam sobie kupić szalone malowane Martensy i popracować nad image skina co to w butach ortopedycznych i łysy biega ... Zawsze to jakieś przebranie na najbliższą codzienność, która jest przecież taka zwyczajna....
Z powrotem też nie dane mi było z buta wrócić, bo Maciek wracał do domu i zabrał mnie z drogi na przepyszny obiadek.
Kupiłam sobie fajne getry wełniane żebym do tych maszyn mogła szybko wchodzić we własnych ciuchach bez metalowych elemencików. Kto by pomyślał ile tego złomu mamy w ubraniach. Uczę się omijać takie ciuchy i dziś przerzuciłam wiele półek z dresami żeby znaleźć taki bez kółeczek metalowych, ale mam zestaw. a właściwie dwa. Jest dobrze.

 Czasem staram się przeczytać co mnie czeka, bo jakby nie było, ani ja pierwsza, ani ja ostatnia będę przez tego raka miała atrakcje z serii mało przyjemnych. Ale czego się nie robi, żeby wygrać z przeznaczeniem. Dopóki jest szansa, walczyć będę...