16 kwietnia 2017

Moje boje z tworzeniem.

Biegam po tej sieci i oglądam tak wiele wspaniałych prac, że czasem aż mną zakręci i muszę usiąść i spróbować coś skleić z tego wszystkiego co w głowie zostało. I teraz należałoby wymienić całą listę osób którymi się inspiruję na yt, na pinterest, na fb, na Instagram i na chińskich, japońskich i rosyjskich serwerach. Tylko zajęłoby mi to ponad pół nocy i nic by nie dało. Każde z nas tworzących ogląda mnóstwo prac i siadając do swojej własnej wkłada w nią doświadczenie zdobyte po drodze. Na początku są przeważnie prace odtwórcze z jakimiś elementami własnymi, ja nazywam to wprawkami warsztatowymi. Z czasem z tych wprawek zaczyna kluć się jakiś własny sposób na tworzenie (nie mylić z twórczością), ale tu przeważnie rodzi się coś własnego, bardziej lub mnie udanego, ale już jest w tym odrobina nas. Dlatego warto łapać każdą chwilę i próbować tworzyć, nie ważne czy powtarzać po innych, czy wymyślać i sprawdzać własne pomysły. Najważniejszy jest czas spędzony z naszym tworzeniem.
Ale to tak przy okazji mi się ulęgło w głowie. A na zajączka dostałam nową zabawkę:

 Nie wytrzymałam i przede wszystkim sprawdziłam go z gadżetem, który kupiłam jakiś czas temu, bo czas najwyższy uszyć trochę woreczków do lawendy i starym sposobem babć pozawieszać je w szafach. Ponieważ wszyscy lubimy zapach lawendy, to pomysł został zaakceptowany i poszaleję sobie. Zaczęłam od pozrywania pierwszych zielonych jeszcze gałązek lawendy, rozmarynu, mięty i melisy i posuszeniu ziółek w suszarce. Dom wypełnił się cudownym zapachem ziół a ja zapomniałam o bożym świecie przy prasowaniu tasiemek do woreczków na zioła. Nacięłam sobie kawałków bawełny na woreczki i zaraz po świętach zabieram się za szycie woreczków :) Co prawda mam jeszcze kilka pomysłów na użycie tego żelazka, ale na razie woreczki....


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie miło jak skomentujesz :) Dziękuję :)