11 października 2015

Wariace w okolicy Langosza.

Obudziłam się dzisiaj z potwornym bólem głowy. Już dawno takiego bólu nie czułam, oczy chciały wyskoczyć z oczodołów, a głowę coś od środka chciało rozsadzić. Pewnie to zmiana pogody, zwiastująca nadchodzącą zimę stulecia, przy której plus dziesięć za oknem i słońce to tylko chwilowy efekt jesiennych zawirowań. Pewnie dlatego zwlekałam się z łóżka dłużej niż zazwyczaj i mniej entuzjastycznie. No ale kabelek do telewizora żebym mogła sobie bezkarnie laptopa podłączać pod tv przyniesiony mi przez synka i garstka leków na dobry początek dnia przyspieszył moje pozytywne nastawienie do świata i życia.

Jeśli do tego dorzucić dzisiejszy finał zmiany wystroju pokoju Dominiki i jej wejście z łóżka na parterze na łóżko na pietrze to już można pić kawę, zastanawiać się nad śniadaniem i pracą Art Journal z użyciem kolejnych materiałów nie z tej ziemi.
No i tak sobie leżę i maziam po kartce coś co kluje mi się w głowie od kilku dni, ale myśli biegają to tu to tam i rzuca mną na Węgry, do słowa Langosz. Jak już rzuciło, to obowiązkowo poszukałam i znalazłam skąd mi to słowo przywędrowało do głowy. I już wiem, że jutro będą u nas Langosze w wersji z żółtym serem, kwaśną śmietaną, sosem czosnkowym ale też z powidłami angielskimi a raczej bardziej szkockimi bo te podchodzą mi najbardziej z tą nutką pomarańczy, cytryny czy mięty.

A na razie zapisuję przepis na Langosze, żeby nie było problemu znaleźć:

Langosze

Składniki:

3 dkg drożdży
olej do smażenia,dodatki:


1 łyżeczka cukru
szczypta soli
ok 400 ml ciepłego mleka
3 gotowane ziemniaki (średniej wielkości)
40 dkg mąki
2 łyżki oleju


ser żółty, 
śmietana, 
sól, 
posiekany drobno czosnek, 
jogurt naturalny, 
pasta paprykowa
sos czosnkowy 
najlepsza konfitura
a tak naprawdę, to dodatkiem może być wszystko co lubimy.

Przygotowanie:

Rozpuszczamy drożdże w 100 ml ciepłego mleka z łyżką mąki i cukru, odstawiamy na ok. 15 minut (do wyrośnięcia). Teraz trzeba zmielić albo rozgnieść dokładnie ziemniaki. Wsypać mąkę do miski, w środku robimy zagłębienie i wlewamy tam rosnące na mleku i mące drożdże. Dodajemy ziemniaki i olej, wyrabiamy ciasto dolewając po trochu mleka. dodajemy szczyptę soli, wyrabiamy raz jeszcze, oprószamy mąką i przykrywamy ściereczką. Zostawiamy na ok godzinę do wyrośnięcia w ciepłym miejscu (ma zwiększyć co najmniej 2x objętość). Po godzinie wlać na patelnię ze 2-3 cm oleju, z ciasta formujemy płaskie placki i smażymy na rozgrzanym oleju z obu stron. Placki nie mogą być za cienkie ani za grube, powinny nam wyjść z puszystymi, brzegami, w środku bardziej chrupiące. Smażymy z obu stron na złoty kolor. Najlepsze oczywiście na ciepło.Na Węgrzech podają je zazwyczaj z samym czosnkiem i solą, ale też z tartym serem żółtym i śmietaną lub bez tej ostatniej. Można też podać z ostrą pastą paprykową. 
I to byłoby tyle w temacie langoszy. 
A ja miedzy pisaniem tej notatki, a odpoczynkiem wymyśliłam z lenistwa projekt jesienny. Na razie przebrnęłam przez wycinanie liści i wstępne malowanie ich w barwy jesieni. 






 A teraz wracam do mojej pracy, a Wam życzę miłej niedzieli.