20 maja 2015

Burunduki zaklepane


Powoli do przodu i czasem jakiś krok do tyłu. Jak to w życiu. Uwierzyłam moim dzieciom, że potrafię wiele i to co potrafię jest cenne. Ma swoją wartość i przynosi nie tylko satysfakcje ale i wymierne korzyści. To że na dzisiaj wszystkie wymierne korzyści topię w warsztacie to mało ważne bo nie ma postępu bez inwestycji. Nie ma satysfakcji bez zarobku i nie ma szacunku bez auto szacunku.
No to zabieram się do pracy. To pomaga bardzo i to jest najważniejsze teraz, żeby nauczyć się wyłączać myślenie, które przeszkadza żyć normalnie. Tak więc wczoraj pojechaliśmy wybrać burunduki. Obiecałam sobie jeszcze w szpitalu, że jak wyjdę ze szpitala i stanę na nogi, to będę układać burunduki. Fantastyczne wiewióry, które można udomowić. Dlaczego burunduki? Bo żyją 5 lat, czyli tyle, ile ja będę pod ścisłym nadzorem. No i mam zaklepaną parkę burunduków. Jeden biały drugi naturszczyk. Do tego poznaliśmy człowieka, który na emeryturze ma gospodarstwo i 200 zwierzaków.... Konie, owce wszystkie 7 ras lokowanych, papugi, konie, kozy, kanarki, alpaki itd. No i oczywiście rozmowy zeszły na owce, na czas strzyżenia itd. Dominika dotykała wszystkich zwierzaków, o każdym dowiadywała się ciekawostek, a ja jestem wstępnie umówiona na wełnę, strzyżenie oczywiście odbiór burunduków za około tydzień.
Zdjęć nie zrobiłam, bo z tego wszystkiego zapomniałam o bożym świecie. Wiewióry są cudne.....

                                          


 Chip i Dale też były inspirowane burundukami. A te w naturze oswaja się dość bezproblemowo, więc będzie ciekawie :)
A jeśli chodzi o moje rękodzieło to moja córeczka porobiła ostatnio zdjęcia moich kartek i materiałów do kartek, więc pokazuję:






 A teraz idę odebrać moją wnuczkę ze szkoły i na festyn wydać parę funtów, bo tak tutaj zbiera się pieniążki dla dzieciaków.