27 kwietnia 2015

4 i 5 radioterapia zakończona sukcesem.

No to już jestem w domu po wszystkich szpitalnych atrakcjach. Wyszłam planowo w czwartek, ale dwa dni dałam sobie na radość z bycia w domu, a kolejne dwa na normalność w czterech ścianach, bez myślenia o kolejnym wyjeździe do szpitala.
Dzisiaj wróciliśmy z miasta i doszłam do wniosku że czas rozliczyć się z terapią do końca. Więc postaram się spisać w miarę dokładnie te dwa dni.

Dzień pierwszy:
Od świtu pobudka, prysznic aseptyczny, zakładanie wkłuć, a właściwie robienie ze mnie sita bez krwi. No ale wreszcie pojawiła się pani anestezjolog i pogoniła pielęgniarki, zabierając mnie z łóżkiem na pompę przeciwbólową.  Na szczęście w nocy znalazłam sensowne miejsce gdzie przeczytałam, że to rutynowy zabieg przy porodach, wykonywany w tym szpitalu masowo i ilość powikłań o których mnie uprzedzają lekarze to zwykła rutyna w gadaniu, z nikłym pokryciem w faktach.
Faktycznie tym razem zespół czteroosobowy, niech mi wybaczy że zapamiętałam tylko pozytywne cztery twarze i ani jednego imienia..... Stres zrobił swoje, a i skupienie na wykonywaniu poleceń było wysokie. Takim to sposobem nagle poczułam, że mam nogi, ale mnie nie słuchają, a po chwili odpłynęłam w objęcia Morfeusza, a po pół godzinie byłam znowu świadoma tego co się w około dzieje i jechałam już moim łóżkiem na tomografię, później MRI i już pływając z deski na deskę i stół do zabiegu bez ruchu na pierwszą tomografię wewnętrzną. Po pierwsze, komfort tego zabiegu jest wysoki. Poziom bólu gdzieś koło trójki wg ks Kaczkowskiego (jestem prawie jego fanem w tematach raka). Trwa kilkanaście minut pod nadzorem kamer i dobrego zespołu po drugiej stronie kamery.


Po radioterapii wracam na swoje łóżko anty odleżynowe i wracam z pompą podającą znieczulenie cały czas w kropelkach na oddział. Tu dają mi jeść, pilnują wszystkich parametrów typu: ciśnienie, puls, temperatura dokładnie co dwie godziny. Nie mogę się nadal ruszać, leżę płasko z max dwiema poduszkami pod karkiem.

Dzień drugi:
Kolejny dzień to powtórka z rozrywki, poza pompą, tylko dwa razy. Czyli jedna radioterapia rano, druga po południu. A później to angielski system też ma wady, których nie polubiłam. Po moich doświadczeniach w Polsce z cewnikiem, to pozbywałam się go jak tylko mogłam na własnych nogach trafić do toalety. Tu dostałam wszystkie leki osłaniające nogi, ale z cewnikiem zostawiono mnie na kolejny dzień. To było najgorsze z całego pobytu w szpitalu. Możesz iść do toalety, ale cewnik idzie z tobą..... Na szczęście nauczyłam się już mówić:
- nie pozwolę zrobić wkucia pielęgniarce i już. Nie próbuj bo będę wrzeszczeć. - I to działa :) Połapałam się, że tutaj inaczej niż w Polsce. Najlepiej wkuwają się w żyły lekarze, ciepła rękawiczka, pstykanie po żyłach itd to ich dobre i skuteczne triki. Pielęgniarki często nie mają doświadczenia z cienkimi żyłami i kują mimo że nie czują żyły, bo po pierwszym ukuciu mogą wołać lekarza. Bez kucia nie zawołają lekarza, ale ja mogę to sobie zażyczyć na szczęście. Co kraj to obyczaj :)

Tak więc, podsumowując radioterapię wewnętrzną da się całkiem normalnie przeżyć. Jest diabelnie skuteczna, chociaż niesie ze sobą swoje skutki uboczne. Jeśli o mnie chodzi to przeszłam przez całą jak doktor mówi, bardzo trudną terapię jak po maśle, a te trochę skutków ubocznych, które mnie dotykają są do zniesienia, więc odpuszczę sobie marudzenie. Po pół roku mają odejść w niebyt, a przez pół roku jestem kontrolowana i pod nadzorem onkologii, a za 3 miesiące i mojego lekarza. Nadal mam statut pacjenta onkologicznego i wszystkie prawa i obowiązki z tego płynące, ale wracam do normalnego życia i funkcjonowania. Najgorszym ograniczeniem jest niemożność podniesienia do góry mojej wnuczki. Muszę się mocno pilnować, bo to trudne. Ale za jakiś czas spokojnie damy sobie z tym rade, Dominika opanowuje wbijanie się na kolana i przytulanie bez pomocy babci, więc jesteśmy na najlepszej drodze.
Ja mam zaproszenie na pierwszą wizytę kontrolną na 25 czerwca. Gdyby coś się działo, telefon i dzida na szpital. Ale jest wszystko dobrze i zaczynam kręcić moje zabawy w firmę. Od gwiazdki do dziś, muszę zapłacić aż 25 funtów składek i zapłacę je z wielką przyjemnością. A teraz mogę zabrać się za pracę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie miło jak skomentujesz :) Dziękuję :)