1 stycznia 2015

Podsumowanie roku 2014 i plany na 2015 czyli jednym słowem Sylwester.

Miało być o NFZ, ale nie będzie dzisiaj, co nie znaczy że nie będzie wcale, będzie. Jutro będzie za to biopsja płuc i nowe wrażenia z zabiegu po angielsku. Wyślijcie trochę fluidów pozytywnych, żebym miała siły na gorąco opisać cały ten zabieg. I wszystkie okoliczności jak to się robi w normalnym schemacie lekarskim.

Za to wczoraj przywitaliśmy Nowy Rok w bardzo rodzinnym gronie. Ja z lampką czerwonego wina, a dzieci zrezygnowały z szampana na znak solidarności. To było bardzo miłe i piły ze mną różane wino. Lekko się zapędziłam i prawie do północy wypiłam trzy lampki. Na szczęście przy trzeciej mój organizm powiedział; albo zielona herbata, albo będziesz miała niespodziankę. No i wybrałam zieloną herbatę. Po prostu musieliśmy opić ostatni nasz wspólny pomysł, a pomysł jest z lekka szalony, ale ostatnio mieliśmy trochę tych szalonych pomysłów, na których wychodzimy całkiem dobrze i sprawdzają się w codziennym życiu. Tak więc od dwóch dni jestem  self-employed, czyli samo zatrudniona inaczej mówiąc, firma jednoosobowa pod nazwą ArtFelt. Dziedzina już chyba nie jest żadną tajemnicą dla tych, którzy mnie znają: handmade, czyli po prostu ręcznie wykonane. Ponieważ muszę coś robić w tym roku, a zanosi się, że wiele to zrobić mi się nie uda, więc będę tworzyła na ile mi się uda, a sprzedażą zajmą się moje dzieci i facebook lokalnie.

A dzisiaj od rana wypiłam z córką kawę całkiem prawdziwą, Maciek już pojechał do pracy, więc tak spokojnie sączyłyśmy kawę ustalając plan zakupów na najbliższe dni i patrząc w kalendarz odliczałyśmy czas do rozpoczęcia szkoły. Mała zaczyna się nudzić i miewa dość interesujące pomysły, a my też już chciałybyśmy coś porobić bez pomocy 4-latki bardzo twórczej.
 Po ustaleniu planu na dziś ruszyłyśmy 'w miasto', a po drodze opowiadałam o ostatnich fantastycznych rozmowach na skype, reiki, akupresurze, dietach rakowych i że Młody podpowiedział, żebym kupiła mikser taki jednoosobowy, co to wrzucasz w niego zielone i on rozdrabnia, bo to mi się przyda nawet bardzo. To prawda że mamy sokowirówkę, malakser, mikser i cały arsenał kuchenny, ale kiedy mam sobie zrobić avocado to używam końcówki siekające i kubka w który ona wejdzie. No i więcej czasu zajmuje mi dobranie naczyń niż samo zrobienie pasty avocado do maziania papryki. No i jak to bywa na naszych takich babsko spokojnych zakupach nie dość że trafiłyśmy w taki fajny zestaw to jeszcze dzisiaj był dzień dziwnych przecen i dostałam go za całe 20 funtów. Teraz jestem szczęściarą i mam już wszystko. Znaczy prawie wszystko, ale już znaczną większość rzeczy niezbędnych do diety antyrakowej i jej upartego stosowania.

A teraz wszystkim moim przyjaciołom, znajomym bardziej i mniej, tym bardzo przyjaznym i tym co przybiegają tutaj po informację do ludzkich plotek, tak naturalnych kiedy ktoś może umrzeć, chciałam złożyć najserdeczniejsze życzenia szczęśliwego Nowego 2015 Roku i daję słowo skauta, że zrobię wszystko, żeby pokonać kraba i nie dać się jemu pokonać.
 To jest główny plan na ten rok, poboczne to hand made i ten blog. A nad wszystkim czuwają moi przyjaciele w lekko okrojonym składzie ale jak to mówią, nie każdy wie co zrobić kiedy dowiaduje się że ktoś dość blisko słyszy taką diagnozę. Nie przejmujcie się, ja też długo nie wiedziałam co z tym zrobić i jak żyć. Ale jak na razie żyję normalnie i tak zamierzam w tym roku. Rak nie jest zaraźliwy, nie zabija od razu i jest czas go oswoić. A ja nie gryzę, ani nie szczypię :)