7 stycznia 2015

Oczekiwanie jest trudne.

Tak, zaczynam się trochę niepokoić. Listonosz dzisiaj nie przyniósł dzisiaj listu o spotkaniu z lekarzem, jutro nasiadówka onkologów, a ja czekam na wyniki biopsji. Dzieci uspokajają:
- mama gdzie by nie było najlepszej chemii dla ciebie, to cię będziemy wozić i masz tym sobie głowy nie zaprzątać - no i próbuję nie myśleć. kto mnie zna, ten wie, że niemyślenie u mnie odbywa się specyficznie....

Chleby już w piecu, ciasto na pizzę gotowe. A ja jeszcze tłumaczę komuś na facebooku co to jest tolerancja, łamanie prawa jednostki i zazdroszczę wakacji w styczniu w ciepłym miejscu z aparatem do nurkowania. No ale to pozytywna zazdrość i cieszę się że następna osoba będzie robić zdjęcia. Mam nadzieję na ciekawe miejsca pokazane tak, żebym zamarzała tam być.

 No ale mamy zimę, za oknem w dzień temperatura w okolicach +5 stopni, a o świcie po nocy dostajemy tylko taką namiastkę zimy jak na zdjęciu obok. A miała być zima stulecia... Były ostrzeżenia przed śniegiem i lodem. Były oświadczenia, że odpowiedzialni za stan nawierzchni są gotowi do zimy. Nawet było posypywanie nawierzchni solą profilaktycznie, bo kilka razy temperatura spadła poniżej +5. Nawet córka weszła na strych poczyścić sanki, sprawdzić czy wszystko z nimi jest w porządku, bo jak spadnie śnieg, nie będzie czasu sprawdzać, tylko wsiadamy w auta i wyjazd na z góry upatrzoną górkę w okolicy.
I nic z tego, już usłyszeliśmy o najcieplejszej zimie od wielu lat.....

No więc biegam sobie w międzyczasie na dół do kuchni i kręcę musy owocowe, piekę chleb, kręcę ciasto na pizzę i robię sobie dzień wesołego kucharza. Dzieci przed pracą mogą popchnąć życie do przodu, po pracy wyspać się trochę i nabrać siły na nadchodzące trudne dla wszystkich czasy.