4 stycznia 2015

NFZ dystrybutor usług medycznych.

Obiecałam, że będzie o NFZ po mojemu dzisiaj i nie dałam rady. Po prostu czasem muszę po odpoczywać i zdystansować się do tego, co politycy nasmażyli nam w kotle rzeczywistości. A nasmażyli w swej bezczelności dużo niezjadliwego i obrzydliwie zakłamanego towaru, w który już wielu uwierzyło, a wielu po tylu powtórzeniach takich świetnie przygotowanych merytorycznie specjalistów od ZUS-u jeszcze uwierzy. Zacznę od tabelki stale podpiętej do ZUS-u o wysokościach składek. Dzisiaj zaczniemy od składki zdrowotnej bo na niej opiera się cale nasze leczenie, czyli kolos zwany NFZ, pod, który doczepione są szpitale, przychodnie itd. Ostatnie rubryczki, to interesujący nas temat. W 1999 r. wprowadzono nam reformę ZUS i od tego czasu teoretycznie z naszych pensji na fundusz naszego zdrowia szło do kasy ZUS 7,5% naszych poborów, przy czym sektor prywatny nie mógł płacić mniej, niż to wynika z tabeli, czyli zaczynaliśmy w 1999 roku od 56,2 złotych, przy procentowej składce zdrowotnej 7,5%, a dotarliśmy w 2014 roku do 9% składki zdrowotnej co kwotowo daje nam wpłatę na nasze zdrowie 270,4 złotych do ZUS-u.

Na co należy jeszcze zwrócić uwagę, to na podstawę tych wyliczeń. W 1999 roku podstawa do wymiaru składki była taka sama dla wszystkich składek, a w kwietniu 2003 roku te postawy nagle zaczęły być inne. Czyli składkę zdrowotną zaczęto liczyć od sporo wyższej kwoty. Pewnie ma to jakieś uzasadnienie. Sporo osób pracując na etatach, dodatkowo wtedy zaczęło zakładać prywatną działalność. Takich firm powstawało w tamtym czasie bardzo dużo. Pamiętam z tamtego okresu taki dowcip, gdzie pytam pracownika ZUS, jak ominąć w bardzo sztywnym programie płatnik fakt, że nie mogę naliczyć prawidłowo składek osobie wracającym z macierzyńskiego w środku miesiąca. Usłyszałam, że pan mi wyjaśni, ale po godzinach i na zlecenie. To były bardzo nieliczne przypadki aż takiej arogancji pracowników ZUS-u, ale były.

Tak więc, żeby uściślić, to pracownik na etacie, odprowadzał składki ZUS (wszystkie) z pensji brutto, a dodatkowo wysyłał do ZUS-u składkę zdrowotną z jednoosobowej działalności gospodarczej. Czyli składka zdrowotna w tamtych latach była płacona podwójnie.
No ale dla porównania. W Anglii, kraju bogatym, który nie wyrzuca pieniędzy przez okno i księgowość, pomimo matematyki na niższym poziomie jak ta  nasza w kraju, pilnuje żeby osoba będąca bez pracy była aktywizowana zawodowo bezpiecznie. Nie będę pisać co robi urząd pracy dla bezrobotnego teraz, ale jeśli zakładasz firmę na angielskiej ziemi to jesteś na jej początku obciążony jedynie składką zdrowotną. Składka zdrowotna to 2,75 funta na tydzień płatne raz na trzy miesiące. Kwota wolna od podatku to ok 10 tysięcy funtów na rok. A NHS leczy wszystkich i jedyny problem jaki ma to wycieczki medyczne spoza Europy. I teraz jak to działa. Składki wpadają do NHS, który nie jest dystrybutorem usług jak nasz NFZ tylko księgowym państwowej służby medycznej.
W praktyce człowiek z ulicy idzie do przychodni gdzie się rejestruje i poprzez przychodnię kierowany jest na badania, dostaje zaproszenia na badanie przesiewowe, zapraszany jest na badania okresowe, albo kiedy sam źle się czuje rejestruje się na wizytę. Żeby dostać się do lekarza najpierw rozmawia z pielęgniarką/technikiem który decyduje czy potrzebny lekarz, czy wystarczy przedłużenie recepty, ewentualnie wypełnia ankietę wywiad i po konsultacji z lekarzem przekazuje ją pacjentowi.

Czyli lekarz jest ostatecznością. Drogo kosztuje, więc wykorzystuje się go wtedy, kiedy trzeba. No ale kiedy wyniki są takie jak u mnie rakowe, to skierowanie do szpitala jest kwestią tygodnia, wszystkie badania diagnostyczne w ciągu miesiąca. Nikt na badaniach nie oszczędza, diagnostyka musi kosztować i po to kupuje się sprzęty diagnostyczne, żeby one pracowały, a nie stały ku ozdobie przychodni/szpitala. Tu nikt w szpitalu nie zobaczy gabinetu z napisem private, nikt nie próbuje wciskać kopert lekarzom w kieszenie, personel pracuje tak perfekcyjnie, że nie wychodzę z podziwu właściwie przez cały czas. Kiedy słyszę kolejną informację, która mnie ścina z nóg widzę pełne zainteresowanie i moje pielęgniarki, które tylko czekają, żeby mnie przytulić i powiedzieć jak to będzie praktycznie wyglądało, że z tego też się da wyjść i wszystko odbędzie w pełnym ich zaangażowaniu. Ja mam tylko współpracować, starać się nie denerwować, a wszystko będzie szło ku lepszemu. Przypomina mi to czasy lat 70-tych, gdzie w szpitalu wojskowym leżałam z chorymi nerkami i cały oddział dbał o mnie, żebym wyszła zdać maturę, bo to dla smarkuli jest ważne.
No i teraz, dlaczego to tak działa. Tu lekarza nie interesują żadne koszty leczenia na terenie państwowego szpitala. Od tego właśnie jest NHS, lekarz wpisuje wszystko co zrobił w system, każdy pacjent na swój numer i bazę, w której zapisane jest wszystko co dotyczy zdrowia. NHS wg tej bazy płaci szpitalowi za wszystkie wykonane usługi, bez względu na to, czy pacjent ma ubezpieczenie, czy go nie ma. A z pacjentem rozlicza się NHS po zakończeniu leczenia.

Czyli pakiet podstawowy jest na bank większy niż w Polsce, to jest pewne, Po drugie to NHS zajmuje się księgowością, a nie spycha tego na lekarzy, szpitale czy przychodnie. Skutkiem tego lekarz wykonuje to, na czym się zna, Nie bawi się w kasjera, biegacza za zarobkiem na 5 etatach i kombinowaniem jak wyszarpać z systemu NFZ kasę na pacjentów, którzy dawno wyjechali i tak słyszę o panu co dostał leki kiedy go w kraju nie było. NHS narzuca budżety na jedzenie i słowo, że to jedzenie nie jest strasznie drogie, ale jest bardzo smacznie przyrządzone i bardzo estetycznie podane. Fakt, tu rewolucje zrobił Gordon, ale kilka propozycji na dziennym oddziale zabiegowym zrobiło na mnie wrażenie. Nie ceną, ale zapachami, estetyką i różnorodnością. Szpital nie śmierdzi lizolem tak, że prysznic i pranie wszystkich ubrań po kilkudniowym pobycie w szpitalu jest trudne do usunięcia. Drobiazgi? Może dla kogoś kto przyszedł do szpitala raz w życiu w odwiedziny na parę minut. Dla pacjentów przewlekłych ten komfort jest bardzo ważny.

Czy to nie jest chore, że 15 lat po rozpoczęciu reformy ZUS nadal nie ma kont osobistych pacjentów, nadal jest odgórna dystrybucja świadczeń medycznych jak za czasów głębokiej komuny, chociaż wtedy żaden pacjent nie był odprawiany spod szpitala, jak dzisiaj. Jeśli ktoś myśli, że w Anglii wszyscy pacjenci są ubezpieczeni, to nic bardziej błędnego. Jednakże tu najpierw się leczy, a później patrzy jak można pieniądze na leczenie odzyskać, rozkładając ewentualny dług na wiele lat. No ale w Polsce nadal człowiek znaczy zbyt mało, żeby był ważniejszy od premii polityków, dobrego samopoczucia rządu czy specjalistów po AWF od reform zdrowotnych.
To naprawdę trudne do przyjęcia i bolesne, bo znam fantastycznych lekarzy w kraju, tu również słyszę same pochlebne opinie o lekarzach z Polski, którzy leczą w szpitalu. A nasz kraj coraz bardziej brnie w niebyt służby zdrowia z wiarą, że poczucie obowiązku i patriotyzm zmusi lekarzy do tkwienia w chorym układzie kolejne 15-cie lat.