26 grudnia 2014

Wolne przemyślenia na temat reform ZUS.

Mam dzisiaj taki dobry dzień, że chce mi się coś zrobić. No jasne, ze jak się wreszcie opieprzy brata i spuści negatywne emocje, bo coś do niego dotarło, to lżej się oddycha. Może coś z tego dobrego wyniknie dla całości. Na razie boję się i to jest jedyny pewnik w całym tym zamieszaniu.

No ale miało być o reformach, nie tych babcinych tylko rządowych. Bo przede wszystkim jestem Polką, taką co to lubi wiedzieć i dopytać się jak nie wie.
W 1999 nasz rząd wymyślił sobie reformę ZUS-u. Miało być pięknie, każdy z nas miał dostawać pensję netto, która miała być liczona brutto. Czyli tak na prosty rozum, mieliśmy myśleć że zarabiamy np 2,5 tys z czego do reki dostawaliśmy prawie o tysiąc mniej. Ten tysiąc mniej miał iść na składki do ZUS-u, które miały zabezpieczyć naszą przyszłość wypadkową, zdrowotną, emerytalną, rentową. Żeby to lepiej zagmatwać zwykłemu Kowalskiemu wymyślono jeszcze, że składki będą płacone w pewnych częściach, czasem równych czasem nie, zawsze procentowo przez pracownika i pracodawcę.
Wydawałoby się, że to ma sens. Przejrzyście widać kto, ile i na co płaci. O jakich kwotach mówimy i jak to się przekłada na naszą służbę zdrowia, emerytury i zasiłki wypadkowe czy rentowe.
Mam nadzieję, że nadążacie za moim tokiem rozumowania....

To żeby naliczanie było jasne i przejrzyste wymyślono do tego RMUA, czyli druk gdzie wysokość tych składek była pokazana i taki druk miał dostawać każdy pracownik. Pamiętacie te płachty które pokazywało się w przychodniach, żeby lekarz uwierzył, że jesteście ubezpieczeni?
Reformę wtedy wprowadzano na wariackich papierach, to zresztą nasza duma narodowa, wprowadzać reformy na rozkaz jak w armii.
Program zamówiono w PROCOM -ie, którego historia jest warta rzucenia okiem. Program dawał radę na dzień dobry, i w firmach w całym kraju, dyrekcja, szefostwo czy kto tam stał na czele, musiał 'tylko' zatrudnić pracownika do rozliczania tych pensji po nowemu. Czyli po polsku obciążenie reformą spadło na barki firm. ZUS w tym czasie rozbudowywał struktury i piętrzył makulaturę wysyłaną co miesiąc z wszystkich zakładów pracy. To taka polska wersja reformy. Zrzucamy na kupę, bo może na dole się posypie i nie będzie trzeba nic robić poza grabieniem do siebie. W tym czasie Stanisław Alot ówczesny prezes ZUS-u został uniewinniony od zarzutów działania na szkodę społeczeństwa. reszta działających przy tej reformie również nie poniosła żadnej odpowiedzialności za bałagan i do dzisiaj nikt nie poniósł za nic w tej krytykowanej przez wszystkich reformie.
Za to firma PROCOM wypłynęła na szerokie wody dzięki byciu jedynym mającym szansę obsługiwać ZUS informatycznie, (kiedy przepaść stała się wystarczająco bezpieczna dla Procom, dane już mogły być podawane do przetargu) ZUS wybudował po drodze tyle budynków, że aż trudno uwierzyć, że przestali korzystać z liczydeł i przeszli na komputery, które zajmują dużo mniej miejsca. Patrząc na kwalifikacje zawodowe Stanisława Alota wprowadzającego ten system, aż boje się patrzeć na życiorysy jego następców. Tak więc czytanie o martwych duszach jeszcze w 2012 i potężnej dziurze w składkach ZUS opowiadane przez Alota i tłumaczone niskimi składkami z działalności gospodarczej przypomnę, że w Polsce odprowadzałam składki z działalności gospodarczej do ZUS prawie tysiąc złotych, a w Anglii niecałe 40 funtów (ok 200 pln) miesięcznie. Pisze o początkach działalności gospodarczej, zaraz po rejestracji.  Co do innych podatków, są również niższe, a jeśli chodzi o Anglię, to kwota wolna od podatku to kwota 10 000 funtów w skali roku. Tak, że opowiadanie przez polityka 200 razy jednego kłamstwa, jak widać działa i patrząc po wpisach pod porównaniami, naród uwierzył, że prowadzący działalność na wyspie nie wiedzą o czym piszą, a politycy mówią do mediów tylko prawdę.

Podsumowanie to fakt, że system ZUS zbierający potężne składki z kieszeni podatnika ma u siebie niezły bałagan za który nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Jednostka za źle policzone składki, czy błędnie naliczone emerytury/renty ponosi odpowiedzialność w trybie natychmiastowym i tu nawet NIK nic nie osiągnął. UE też zaledwie kilka razy pogroziła palcem...

No ale dotarłam do 2012 roku kiedy to następny Minister Zdrowia postanowił coś zrobić w tym zabałaganionym go granic absurdu kraju. Ponieważ po drodze powstał twór zwany NFZ, który jak dobra wróżka miał pilnować części składek dotyczących zdrowia narodu. Zabrzmiało jak w komunie? Cóż wielu różnic nie dostrzegam do dzisiaj, ale NFZ-em zajmę się jutro.....