12 kwietnia 2015

Oddech.

Moje dzieci to wszystko co mam. I nadal twierdzę, że mam wszystko co najcenniejsze na Ziemi. Ale od początku.
Gdzieś w okolicach ostatniej radioterapii powiedziałam, że marzy mi się plaża odpływowa z tymi czerwonymi ukwiałami, krewetkami i krabami. Potem marzyło mi się tylko zejście na parter i szansa na normalne zjedzenie obiadu z rodziną. No ale ryzyko było za duże to grzecznie odpoczywałam.
Koło środy zaczęło odpuszczać i usłyszałam:
- Mamo co byś powiedziała o plaży w Sheringham w piątek? - zapytały dzieci przy porannej kawie.
Co ja bym powiedziała? - Hura!!!! Tylko co powie moje body? Czy da radę?
- Jest kilka dni, więc mamy czas na regenerację, będzie dobrze. - kochane moje dzieci i ich wiara stawia mocno na nogi.
W czwartek odpuściłam wyjazd do centrum ogrodniczego, chociaż to tak wielkie centrum z taką ilością niespotykanych roślin, że z bólem odpuściłam. Dzieci przywiozły mi mnóstwo kwiatów, dostałam chińską piękną różę, dokupili rabarbaru, bo już wszyscy marzą o drożdżowce wiosennej z kruszonką orzechową, ale trochę jeszcze poczekają.
No i w piątek poczułam się taka trochę niepewna, ale Maciek stwierdził, że to plaża na którą spokojnie wjedzie jakbym potrzebowała, a obok są toalety i nie śmierdzą (mój nos psa policyjnego nadal mnie maltretuje) i mam się skupić tylko na wdychaniu Morza Północnego i morskiej wody.
Do Sheringham jechaliśmy prostą, główną drogą, ale .... nie, najpierw dojechaliśmy i trafiliśmy na początek odpływu:






Dotarłam do końca odpływu, 'napatrzyłam' oczy i nawąchałam się bryzy. Było dość zimno, pomimo słońca. Wiatr klasycznie północny wdzierał się wszędzie. Nie czekaliśmy na przypływ, będzie na to czas jak zrobi się ciepło. Teraz chcieliśmy znaleźć trochę żyjątek do akwarium Morza Północnego. Czyli rozgwiazdy, ślimaki, krabika, trochę roślin na kamieniach i co tam ciekawego jeszcze w czasie odpływu morze pokaże. Dziewczyny swoje zadanie wypełniły, co prawda kraba znalazły stanowczo za dużego do akwarium, więc pozwolono mu zwiać do morza.
A my powoli zebraliśmy się w drogę powrotną już szlakiem wąskich dróg przez prawdziwy Norfolk jaki nasz Team uwielbia.










Jeśli ktoś nadal nie rozumie dlaczego kochamy Norfolk, to jakoś z tym musimy sobie poradzić ;)))

A teraz idę zobaczyć maszynę którą do mojej firmy przywiozła mi córka.....