2 stycznia 2016

Przygotowania do project life.

Od rana puka Maciek i mówi:
- Mama, jest dzisiaj mecz więc miasto będzie zapchane po korek. Jak chcesz do Hobbycraft pojechać to albo teraz, albo jutro. - Dwa razy nie trzeba było do mnie mówić. Nastawiłam się na dzisiaj, więc mowy nie ma o odkładaniu na jutro. W 10 minut byłam gotowa do jazdy.
Poza koszulkami i albumami kupiłam cudowny papier i kilka kolorów tuszy, a na wyjściu Maciek wypatrzył skrzynkę na listy z paper mache do zdobienia. Dokładnie o coś takiego chodziło Malwinie do zdjęć, więc chwyciliśmy dwa pakiety i po obejrzeniu obu pieter cudów rękodzielniczych ubożsi o trochę funtów wyszliśmy ze sklepu.
Auto daje radę, jeszcze kilka dni niech je synek po testuje, żeby wykluczyć do końca ewentualne wycieki płynów, a później odzyskuję moją zabawkę i ruszam przed siebie.
A co jeszcze? Uzupełniłam sprzęt do project life, czyli kupiłam Monopod'a do selfie fotek i poszłam za ciosem kupując Gorillapod Ball'a i teraz czuję się gotowa do obnażania w sieci. 
Nie ma że boli, będę dawała się cenzurować artystycznie do bólu, bo już nie mam żadnej wymówki. Aparat jest jak na początek wystarczający. Mogę dokręcić lustrzankę, ale zaczniemy od zwykłej wiekowej komórki i mojego głuptaka w torebce z czasów 'jakie to wszystko ciężkie'. Teraz noszę już z przyzwyczajenia aparacik w torebce i właśnie dowiedziałam się, że jutro czy błoto czy słońce, czas odwiedzić nasze kochane foki. 
Będzie jeszcze wszystko z ręki i nie na wysięgniku, ale foki uwielbiam i nie będę przesuwała żadnych wyjazdów z powodu takich śmiesznych jak gadżety do aparatu. Szkoda, że zapewne teraz nie wolno schodzić na plażę, ale moje tele powinno dać radę i coś się złapie ciekawego do pokazania. I mam nadzieję, że zdjęcia nie będą gorsze niż te z zeszłego roku. 
A Planner zapełnia mi się szybciej niż mogłam przypuszczać, co znaczy, że życie jest ciekawsze niż nam się tak na co dzień wydaje, za co Kasi należą się podziękowania :))